› bieżące
09:28 / 12.05.2020

Anders i Piłsudski w rodzinnych wspomnieniach

Anders i Piłsudski w rodzinnych wspomnieniach

fot. archiwum prywatne

Dziś 12 maja obchodzimy rocznice śmierci: marszałka Józefa Piłsudskiego i gen. Władysława Andersa. Przeczytajmy wspomnienia niestety już nieżyjących: dwóch elblążan i mieszkańca Starego Pola. Józef Olejniczak: mój ojciec wiele razy odpowiadał jak na dworcu we Lwowie Piłsudski dał mu garść papierosów. Jan Kurkowski odznaczony Krzyżem Walecznych, rozmawiał z gen. Andersem. 

Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 roku. Uroczystości pogrzebowe trwały sześć dni. Ciało Piłsudskiego przetransportowano koleją z Warszawy do Krakowa. Wzdłuż trasy stały tysiące ludzi, by pożegnać marszałka. Zwłoki złożono w krypcie Świętego Leonarda na Wawelu. Pogrzeb był największą tego typu uroczystością jaka odbyła się w kraju. Żałoba była powszechna i niewymuszona, tylko nieliczni nie chcieli w niej brać udziału.

Papierosy od marszałka


Tatuś często wspominał, jak Józef Piłsudski na dworcu we Lwowie wręczył mu garść papierosów. Tatuś pełnił wtedy wartę, jako młody żołnierz. To było dla niego wielkie przeżycie

– mówił autorce, niestety już nieżyjący Józef Olejniczak. Podkreślał, że jego ojciec rozmawiał z człowiekiem dzięki któremu w 1918 roku odzyskaliśmy niepodległość. Pan Józef zapewniał, że jego prawnuki przekażą tę rodzinną opowieść swoim dzieciom.

Skąd to rodak?
Jest coraz mniej tych, którzy choć raz w życiu widzieli marszałka czy gen. Andersa. Miałam szczęście rozmawiać z Janem Kurkowskim, żołnierzem Andersa, strzelcem 3 Dywizji Strzelców Karpackich. Pan Jan niestety już nie żyje. Wiele lat mieszkał w Starym Polu. Pamiętam jak opowiadał, że gen. Anders podszedł do niego podczas przeglądów oddziałów we Włoszech zapytał: skąd to rodak? Gen. Anders nie podszedł bez powodu. Na mundurze zauważył Krzyż Walecznych i zapytał, „a gdzie to rodak zarobił”. Było też drugie spotkanie, gdy generał sprawdzal osobiście stanowiska ogniowe. 

Gdyby nie Anders... 
Rozmawiałam również z Danielem Mikulskim, który dzięki gen. Andersowi, jak wielu innych Polaków, zdołał wydostać się z zesłania na Sybirze. Został junakiem, a potem żołnierzem 6 Pułku Pancernego Dzieci Lwowskich, który zdobywał Piedimonte we Włoszech w 1944 roku. Pamiętam jak mówił, że gdyby nie Anders nie wiadomo czy wróciłby do Polski. Dodatkowo mógł się uczyć w polskiej szkole. 

Daniel Mikulski, żołnierz Andersa stoi pierwszy z prawej. Fot. archiwum prywatne

Podobne opowieści żyją w wielu rodzinach i są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Taka wiedza jest czasem cenniejsza niż podręcznikowa, bardziej przemawia do serca.

0
0
oceń tekst 0 głosów 0%