› bieżące
13:38 / 15.11.2016

Bezdomni wybierają zimną wolność, a nie ciepłe schroniska

Bezdomni wybierają zimną wolność, a nie ciepłe schroniska

Pan Marceli nie chce zamienić komórki na węgiel na dom dla bezdomnych. Twierdzi, że przeżył dwie zimy, przeżyje i trzecią.

Strażnicy miejscy i pracownicy socjalni wyruszyli w tym sezonie na pierwszą penetrację miejsc „zamieszkania” bezdomnych w Elblągu.

- Nie oznacza to, że nie pomagamy im cały rok – wyjaśnia. st. insp. Grzegorz Rajkowski ze Straży Miejskiej. - Reagujemy na każde zgłoszenie. Często z samego rana powiadamiają nas sprzątaczki klatek w wieżowcach lub lokatorzy o koczujących pod balkonami.

St. insp. Rajkowski ma 20 lat doświadczenia w pomocy bezdomnym. Wielu zna z imienia i nazwiska.

- Panie Marceli, nikt nie chce panu pomóc – powątpiewał. - Rok temu rozmawialiśmy proponowałem schronisko dla bezdomnych, ciepły posiłek odmówił pan. Pan Marceli (lat 66) spuścił głowę.

Czego pan oczekuje? - zapytała specjalista Karolina Wiercińska, ze Straży Miejskiej.

- Jednego pokoiku – odpowiedział. - Do schroniska nie chcę. Mam psa, a z nim mnie nie wpuszczą. Wolę go od ludzi.

Okazuje się, że nie są tacy najgorsi. Siostra da obiad, pani Ania nakarmi psa, kumpel odwiedzi. Sąsiadka przyznaje po cichu, że pan Marceli, zwany też Markiem lubi alkohol. Potwierdza to Grzegorz Rajkowski. - Pies jest tylko pretekstem – wyjaśniał.

Komórka na węgiel, gdzie przebywa pan Marcel, znajduje się naprzeciwko kamienicy. Dwa lata temu jeszcze tam mieszkał. Gdy jego konkubina zmarła, jej dzieci wygoniły mężczyznę na bruk. Karolina Wiercińska obiecała sprawdzić w Zarządzie Budynków Komunalnych jakie są możliwości powrotu do mieszkania.

Według strażników miejskich zdecydowana większość bezdomnych ma problemy z alkoholem. Zdarzają się jednak wyjątki. Do nich należy pan Feliks. Mieszka opuszczonym budynku, niedaleko rzeki Elbląg. - Ma łóżko, skromne meble i ... kota – mówi Karolina Wiercińska. - Pokłócił się z konkubiną, u której mieszkał. Nie miał dokąd pójść. Od rana zbiera puszki i próbuje zarobić na utrzymanie, dlatego nie ma go teraz.

Pana Bogdan zwykle koczuje w dzień na ulicy Odrodzenia. Stara się być uczynny, trochę zarobi na alkohol. Zimę spędza w schronisku. Mógłby mieszkać u matki na wsi, ale wybiera wolność. - Mam 52 lata, muszę być samodzielny – przekonuje.

Jak możemy pomóc? - pyta Karolina Wiercińska.

- Chcę do schroniska, ale w Elblągu mnie nie przyjmą – wyjaśnia.

Widać, że na pewno coś dziś wypił. Strażnicy wiedzą, że jego rejon jest w Malborku, ale on woli Elbląg. Tu z kolei nie przyjmą, chyba, że za opłatą z kasy innej gminy. Płacić nikt nie chce. Rada w radę strażników i pracowników socjalnych pana Bogdana zawożą tymczasowo do pogotowia socjalnego, przy Królewieckiej. Najprawdopodobniej później zostanie odwieziony do schroniska w Malborku, przy ul. Rolniczej. Tak zakończył się pierwszy objazd miejsc „zamieszkania” przez bezdomnych.

 

1
0
oceń tekst 1 głosów 100%