› bieżące
09:13 / 04.01.2014

Cisza nocna prawnie nie istnieje. Czy więc można hałasować w nocy?

Cisza nocna prawnie nie istnieje. Czy więc można hałasować w nocy?

fot. Bartłomiej Ryś

Co zrobić, gdy późno w nocy za ścianą nadal słychać głośną imprezę? Sąsiad nie reaguje na nasze uwagi? Można sobie z tym poradzić. Zaś imprezowiczom może grozić mandat w wysokości nawet 500 zł.

- Zabawa u mojego sąsiada przeciągnęła się do 3.00 w nocy. To był koszmar. Kilka razy byłem tam i prosiłem o ciszę. Bez skutku. Dopiero gdy zadzwoniłem na policję i pojawili się funkcjonariusze, impreza się skończyła – pisze nasz Czytelnik i dodaje, że według jego informacji, nie ma czegoś takiego w polskim prawie jak cisza nocna.

Nie ma w prawie czegoś takiego jak cisza nocna. To, że nie powinniśmy hałasować między 22.00 a 6.00 rano, jest czysto umowne. Nie regulują tego żadne przepisy. Jednak na techno i basy w środku nocy od sąsiada mieszkającego za ścianą jest sposób. Po pierwsze można wezwać policję lub straż miejską.

Policjanci mogą nałożyć mandat karny osobie zakłócającej spokój, porządek publiczny lub spoczynek nocny w wysokości do 500 złotych. Za ciszę nocną - spoczynek nocny przyjmuje się czas pomiędzy godziną 22.00 a 6.00 rano. Oczywiście nie ma tu znaczenia, czy jest to dzień powszedni czy świąteczny.

W tym wypadku policja działa w oparciu o kodeks wykroczeń i jego art. 51, który mówi, że nie można zakłócać porządku publicznego, spoczynku nocnego lub wywoływać zgorszenia. Pod te przepisy można podciągnąć hałasowanie, śmiecenie czy nawet emitowanie nieprzyjemnych zapachów.

Co ciekawe jeśli mamy problemy z sąsiadem, który jest za głośny w ciągu dnia, to nie powinniśmy wzywać policji, ale... Inspekcję Ochrony Środowiska. Od października 2012 r. zostały też zmienione dopuszczalne normy hałasu. Zamiast 45-55 decybeli w nocy i 50-65 decybeli w dzień, teraz można hałasować do 68 dB w dzień i 60 dB w nocy.

Osobną kwestią są przepisy lokalne. Gmina może nakazać, że na wydzielonym terenie nie można organizować zabaw czy koncertów po godz. 22.00. Głośna ostatnio była sprawa ciszy nocnej w Wałbrzychu. Tamtejszy samorząd zarządził, że od 1 stycznia 2013 roku sklepy, punkty gastronomiczne i usługowe mogą być otwarte tylko w godzinach 6.00-23.00, a w weekendy wyjątkowo sale weselne i kluby muzyczne działają tylko do 3.00 w nocy. Lokalni przedsiębiorcy i część mieszkańców szybko ogłosiła, że uchwałę rady gminy zaskarży do Trybunału Konstytucyjnego. Ostatecznie samorządowcy zawiesili wejście nowych przepisów w życie na pół roku.

To jednak przypadek ekstremalny. Co jeśli mamy problem tylko z jednym sąsiadem, który pomimo odwiedzin policji, upomnień a nawet mandatów dalej nie daje nam w nocy spać?

Wtedy pozostaje nam skorzystać z art. 144 kodeksu cywilnego. Mówi on o granicach korzystania ze swojego prawa własności w ramach współżycia społecznego. W skrócie oznacza to, że nie można narażać sąsiadów na szczególną uciążliwość. I nie ma tu znaczenia, czy ktoś działa w oparciu o wszystkie możliwe pozwolenia i zaświadczenia.

- Procesowaliśmy się z firmą, która w lokalu mieszkalnym dostała zgodę na prowadzenie pubu. Problem w tym, że zaczęto tam organizować także wesela. A te jak wiadomo o 22.00 się nie kończą. Nasz klient nie mógł sypiać w ogóle w weekendy. Sprawa trafiła do sądu i ją wygraliśmy. Lokal może być otwarty tylko do godziny 22.00 - mówi Mirosław Błach, dyrektor biura kancelarii Błach Kancelaria Prawna.

Osobną kwestią jest to, co może być uciążliwe. Dla osoby przechodzącej obok piekarni zapach wypiekanego chleba będzie przyjemnym doznaniem. Dla mieszkańca budynku obok może być to już problemem.

- Przepisy odnoszące się do nadmiernej uciążliwości nie są doprecyzowane. To mniej więcej tak jak stwierdzić, że jakaś kobieta nie jest piękna. O gustach się nie dyskutuje. Warto podkreślić, że ustawa mówi o nadmiernej, a nie zwykłej uciążliwości. To zawsze sąd decyduje, czy taka uciążliwość jest nadmierna czy nie - dodaje mecenas.

I tak na przykład w 2009 roku Sąd Najwyższy uznał za prawidłowy wyrok o zakazie wjeżdżania i parkowania samochodów ciężarowych, składowania węgla, opon oraz złomu, a nawet wykonywania usług wulkanizacyjnych na wolnym powietrzu na działce sąsiadującej z osiedlem domków jednorodzinnych. To właśnie jego mieszkańcy zaprotestowali przeciwko tego typu uciążliwemu biznesowi, który zakłóca ich spokój. Jak widać, skarżyć można się w sądzie nie tylko na zbyt głośnego sąsiada.

- Warto również przytoczyć precedensowy wyrok z 2007 roku, w którym Sąd Najwyższy uznał za prawidłowe orzeczenie zakazujące prowadzenia domu przedpogrzebowego w budynku mieszkalnym usytuowanym w dzielnicy willowej. Okna sali pogrzebowej wychodziły na tę stronę domu sąsiadów, z której znajdowały się okna ich pokoju dziennego i sypialnie - mówi Mirosław Błach.

Trzeba pamiętać, że jeśli uciążliwy sąsiad wyrządził nam jakąś krzywdę, to możemy ubiegać się o odszkodowanie. Na przykład, jeśli elewacja naszego domu zrobiła się czarna, bo komin za płotem jest za niski, to możemy w sądzie prosić o zwrócenie kosztów ponownego malowania.

Podobnie sytuacja wygląda, jeśli nasze okna zostaną odcięte od światła, bo deweloper przed naszym budynkiem postawił kolejny blok albo sąsiad postanowił zarobić na gigantycznym billboardzie. Zgodnie z prawem w ciągu dnia musimy mieć zapewniony minimum dwugodzinny dostęp do światła. Z tego powodu możemy ubiegać się o odszkodowania związane ze spadkiem wartości naszego mieszkania.

źródło: wp.pl

 

4
1
oceń tekst 5 głosów 80%