› sąd
08:51 / 17.05.2016

Dopalacze w elbląskim sądzie. 17 świadków wezwanych na rozprawę

Dopalacze w elbląskim sądzie. 17 świadków wezwanych na rozprawę

fot. archiwum elblag.net

Podczas poniedziałkowej rozprawy w sprawie Jakuba G. oskarżonego o handel dopalaczami w sklepach znajdujących się na terenie Elbląga, sąd zapoznał się z opinią biegłych. Na ten dzień zaplanowano również przesłuchanie 17 świadków. Spośród wezwanych do sądu, na zeznania stawiła się jednak niewielka ilość osób. Elbląski proces w sprawie dopalaczy, który rozpoczął się od rozprawy się we wrześniu 2015, stanowił pierwszy taki w Polsce.

Proces w głównej mierze dotyczy sprzedaży dopalaczy m.in. w „Pachnącym domku”. Śledztwo trwało bardzo długo ze względu na skomplikowany charakter sprawy. W czerwcu 2013 roku Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna, po ostatniej kontroli w sklepie, stwierdziła że sprzedawany tam towar jest substancją niebezpieczną. Powiatowy Inspektor Sanitarny złożył w związku z tym zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Elblągu. Pokrzywdzonych nastolatków ustalono na podstawie informacji uzyskanych ze szpitala. Dokumentacja medyczna młodych ludzi była opiniowana przez biegłych z zakresu medycyny sądowej i toksykologii Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku.

Do sądu zostały skierowane dwa akty oskarżenia wobec Szymona I. i Jakuba G., właścicieli sklepu „Pachnący domek”, następnie „Zapachy i inne”. Oba akty oskarżenia dotyczyły tego samego zdarzenia. Skierowanie dwóch aktów podyktowane było faktem, iż jeden z oskarżonych nie był uchwytny w trakcie kierowania pierwszego aktu, co spowodowało na ten czas wyłączenie jego akt ze sprawy. Obu panom prokurator zarzuca, że w okresie od października 2012 roku do stycznia 2013 roku prowadzili sklep „Pachnący domek”, następnie „Zapachy i inne” i tym samym wprowadzali do obrotu szkodliwe substancje, sprowadzili zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób.

Sąd już od kwietnia ubiegłego roku próbował ruszyć z procesem dopalaczy. Niestety, oskarżeni albo się nie stawiali na rozprawach, albo składali zwolnienia lekarskie. Po kilku próbach udało się jednak we wrześniu wystartować z procesem. Podczas wczorajszej rozprawy swoją opinię przedstawili biegli sądowi Michał Kaliszan i Marek Węgierski. Biegły Marek Węgierski podkreślił w swojej wypowiedzi trudności wynikające z braku szerokich badań dotyczących dopalaczy.

Problem nowych substancji aktywnych zwanych popularnie dopalaczami związany jest z brakiem szerokich badań toksykokinetycznych i toksykodynamicznych w tym określającej w sposób miarodajny dawki progowe wywołania stanu psychoaktywnego nietoksycznego, toksycznego i śmiertelnego. Takie dane na ogół pochodzą z forów internetowych osób zażywających te substancje. Na tej podstawie można bardzo niejednoznacznie próbować oszacować te dawki jednak większość autorów nie podaje czyje to dane. W naszej opinii takie dane były cytowane, ale były to dane tylko szacunkowe w przybliżeniu, z uwagi na brak wiarygodnych badań nad tymi substancjami.

Jak w dalszej części wypowiedzi wspominał biegły, problem ten wynika z faktu, iż składy tego typu substancji są ciągle zmieniane i nie mają jednoznacznie ustalonych dawek progowych. Nie mniej jednak biegli podkreślili, iż w swych opiniach zgadzają się ze sobą - również w kwestii wpływu substancji na stan zdrowia pokrzywdzonych. W tej sprawie na sali sądowej wypowiedział się biegły Michał Kaliszan.

Ilości dopalaczy, które podawały w swych zeznaniach osoby pokrzywdzone stwarzały zagrożenie dla ich życia i zdrowia. Po przyjęciu tych substancji – określanych jako dopalacze – doszło u nich do rozstroju zdrowia trwającego nie dłużej niż siedem dni. Natomiast u części osób nie było wystarczających danych oraz dokumentacji lekarskiej, odnośnie skutków zażycia tej substancji. Wobec czego nie można było stwierdzić w jakim stopniu i czy w ogóle doszło do rozstroju zdrowia, lub naruszenia czynności narządów ciała, u tych osób. W ich przypadku nie mogliśmy również określić dawki przyjętych substancji. Wiemy tylko, że osoby te miały dostęp do wymienionych substancji, natomiast nie było danych ilościowych, które by pozwalały stwierdzić jakie ilości te osoby przyjęły.

W trakcie rozprawy obrońca oskarżonego wielokrotnie był upominany przez sąd za nieistotne dla sprawy (i ewentualnego wymiaru kary) pytania. W opinii sędziego Wojciecha Furmana większa bądź mniejsza odporność na dopalacze u poszczególnych osób, o którą pytał biegłych obrońca, nie jest czynnikiem łagodzącym w tej sprawie i nie może wpływać na odbiór działalności oskarżonego.

Podczas rozprawy (oprócz przedstawienia opinii przez biegłych) odbyły się również zeznania kilku spośród wezwanych na ten dzień 17 świadków. Łącznie pokrzywdzonych w tej sprawie jest 29 odbiorców dopalaczy pochodzących ze sklepu Jakuba G., którzy zażyli sprzedawane tam szkodliwe substancje. Za wprowadzenie do obrotu środka odurzającego, oraz sprowadzenie tym samym niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia, oskarżonemu grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Kolejny termin rozprawy wyznaczono na 31 maja.

Katarzyna Szpejewska

 

2
0
oceń tekst 2 głosów 100%