› sport
17:40 / 17.04.2015

Jerzy Ringwelski o mistrzostwie Startu. Przeciwnik rzucał ręcznik

Jerzy Ringwelski o mistrzostwie Startu. Przeciwnik rzucał ręcznik

Trener Jerzy Ringwelski to bardzo utytułowany szkoleniowiec w historii Startu. Wygrał w 1994 roku mistrzostwo Polski w debiucie w seniorskiej piłce ręcznej. Do tego jeszcze zdobył wówczas Puchar Polski. Na dodatek miał sukcesy z juniorkami, z którymi wygrywał tytuł najlepszego zespołu w kraju. W obszernym wywiadzie dla Elblag.net trener przypomina kulisy tamtego triumfu, opisuje jak w tamtych czasach budowano potęgę na miejscową skalę, ocenia szanse Startu w rywalizacji z Vistalem.

W 1993 roku powstał nowy zarząd Startu. Jak przedstawiały się wówczas rozmowy o nowym klubie?

To był poszerzony zarząd. Spotykaliśmy się dość często. Głównym inicjatorem tych spotkań była firma EB. To miał być strategiczny sponsor. Nawet potem ustalono, że nazwa klubu będzie dwuczłonowa, to znaczy EB Start. Wziąłem udział w tych rozmowach, ponieważ byłem pracownikiem Startu i osiągałem sukcesy z juniorkami tego klubu. Wywalczyliśmy złote medale w 1992, 1993 roku. Najpierw w Zgodzie Bielszowice, a z dziewczynami o rok młodszymi w Sułkowicach. W następnym sezonie trochę z tych dziewczyn w kadrze seniorek wyjechało na studia. Wówczas ja objąłem stanowisko pierwszego trenera Startu.

Czym charakteryzował się nowy Start?

Klub chciał znów walczyć o mistrzostwo Polski. Gdy EB zainwestowało w Start to zaczęto podopisywać konkretne umowy z zawodniczkami na 2-3 lata. Była możliwość ściągnięcia do Startu dobrych zawodniczek jak Iwona Błaszkowska. Start był konkurencyjny na polskim rynku, ponieważ był wypłacalnym, stabilnym klubem i jednym z najlepszych w Polsce.

Wyjeżdżaliście za granicę na turnieje przygotowawcze. To dzięki EB mogliście wówczas rywalizować z zagranicznymi zespołami?

To EB wspierało nasze wyjazdy. Jeździliśmy na turnieje do Oldenburga. Klub nie płacił za pobyt na turnieju. Dojeżdżaliśmy autobusem Browaru, więc w zasadzie to wszystko było darmowe. Na dodatek nie mieszkaliśmy w hotelach, tylko nasze dziewczyny mieszkały na czas turnieju w tamtejszych rodzinach, czasem związanych z Polską.

Pan jako trener nie miał wcześniej doświadczenia w prowadzeniu seniorek a mimo to przyjął taką poważną rolę.

Od razu zwrócono się do mnie gdy klub szukał trenera seniorek. Zdawałem sobie sprawę, że chyba coś potrafię skoro wywalczyłem dwa lata z rzędu mistrzostwo Polski z juniorkami Startu. Okazało się, że ten pierwszy sezon był dobry, ponieważ zdobyłem mistrzostwo i Puchar Polski.

To był pierwszy sezon play-offów w tych rozgrywkach. Czy pan wówczas nie obawiał się takiego sposobu walki o mistrzostwo Polski?

Nadal uważam, że taki system nie jest zbyt sprawiedliwy. Można przegrać jedno spotkanie i odpaść z walki o główne trofeum. Kiedyś było tak, że jeździło się na dwa spotkania, jednak zniesiono taki pomysł, wydaje się, że ze względów finansowych. W poprzednim systemie, w którym były dwie rundy, zespół to co wywalczył mógł przekuć na zdobycie medalu. Tutaj jest trochę inaczej i to może przekreślić dorobek całego sezonu.

Jak wyglądały ówczesne przygotowania do sezonu, oprócz tych zagranicznych turniejów?

W tamtym czasie, gdy byłem trenerem, to był obowiązkowy dwutygodniowy obóz przygotowawczy. Start był gospodarnym klubem, w głównej mierze dzięki śp. Zbigniewowi Appa, który był dobrym ekonomistą w tym klubie. Kiedy nie było stać klubu na jakąś zawodniczkę to nie wydawano więcej pieniędzy by taką pozyskać.

Była presja na zdobycie mistrzostwa w 1994 roku?

W klubie nie odczuwałem takiej presji. To pomagało w lepszej pracy z zespołem. Oprócz tego były premie za wygrane spotkania. To mobilizowało zespół, jednak się obawiałem, że mogłoby przeszkadzać. Wydaje mi się, że dlatego te kontrakty zawodniczek nie były tak wygórowane. Myślałem czy dobrze podzielę te pieniądze razem z kierownikiem. Spotkania były nagrywane i po tym decydowaliśmy jak dzielić. Te premie były chyba dwa lata i w tym czasie nikt nie czuł się niedowartościowany, więc chyba robiliśmy to dobrze.

W tamtym sezonie obrońcą tytułu mistrzowskiego był Piotrków. Mieliście większą kadrę od przeciwniczek.

Na dodatek wygraliśmy z Piotrcovią obydwa spotkania w rundzie zasadniczej oraz na własnym terenie w spotkaniach finałowych, zgodnie z hasłem bij mistrza. W kadrze Startu było dużo młodych zawodniczek. Wtedy można było wpisać 14 zawodniczek do protokołu i mimo tego nie wszystkie łapały się na ławkę.

Finał z Piotrcovią był emocjonujący

Najważniejszą zawodniczką w szeregach rywalek była Rosjanka Irina Jefimowa. Miała drobny uraz kolana jednak grała tej rywalizacji. Nawet trener Piotrcovii Jerzy Noszczak musiał zdjąć tę kulejącą wówczas zawodniczkę z boiska, ponieważ dobrze grała nasza obrona. Pamiętam, że na halę przyszło mnóstwo kibiców. Przeżywałem każdy mecz. Stąd moja taka krótka praca w seniorskiej piłce ręcznej. Nie byłem najmocniejszy psychicznie. Powiedziałem sobie, że nie chcę brać na siebie tych wszystkich problemów związanych z klubem.

Ten Puchar Polski wzięliście z marszu?

Tak. To jakoś tak poszło zaraz po zdobyciu mistrzostwa. Powiem nieskromnie, że w spotkaniu finałowym w Toruniu, gdzie naszym rywalem znów była Piotrcovia, to mieliśmy już nawet przewagę kilkunastu bramek i z trybun słychać było hasła by trener przeciwniczek rzucił ręcznik. Dziewczyny potem mówiły, że trener po tym przegranym spotkaniu w szatni nie zamienił słowa z zawodniczkami swojego zespołu.

Objął pan jeszcze raz Start w 1999 roku i zdobył pan w 2000 ostatni jak do tej pory dla klubu medal mistrzostw Polski. Czy zdawał pan sobie w tamtym czasie sprawę, że na taką następną szansę trzeba będzie długo czekać?

Wydaje mi się, że tak. W klubie było coraz mniej wyróżniających się zawodniczek. Oprócz tego inne kluby osłabiały nas zespół wykupując najzdolniejsze. Tylko ciężką pracą można było coś osiągnąć. W jednym z sezonów nie awansowaliśmy do czwórki a o miejsca 5-8 wygrywaliśmy ze wszystkimi i zastanawiałem się dlaczego nie pokazywaliśmy takiej formy w najważniejszych spotkaniach w lidze.

Jak pan ocenia szanse Startu w rywalizacji z Vistalem?

Potencjał tego zespołu jest na pierwszą czwórkę. Myślę, że po naszej stronie jest więcej doświadczonych zawodniczek. W składzie Vistalu grają dziewczyny z rocznika 94-95. Jak przywieziemy jedno zwycięstwo z Gdyni to byłoby dobrze. Te młode zawodniczki Vistalu powinny odczuć bardziej tą presję.

2
0
oceń tekst 2 głosów 100%