› bieżące
07:06 / 07.11.2014

Liga Obrony Suwerenności: Nie każdy może być przedsiębiorcą

Liga Obrony Suwerenności: Nie każdy może być przedsiębiorcą

24 października na portalu internetowym elblag.net ukazał się artykuł Piotra Opaczewskiego z Elbląskiej Koalicji Obywatelskiej, traktujący o masowej emigracji młodych Polaków za granicę. Autor postawił w swoim tekście tezę, jakoby przyczyną exodusu naszych rodaków był system ubezpieczeniowo-podatkowy Państwa Polskiego.

Piotr Opaczewski posłużył się przykładem potencjalnego mikro-przedsiębiorcy w branży graficznej. Przytoczył szereg zobowiązań finansowych początkującej firmy, na którą według niego składają się: miesięczna składka do ZUS w wysokości 1100 zł (od nowego roku), koszty prowadzenia działalności, które oszacował na 1100 zł (wraz z prowadzeniem księgowości), co przy założonym zarobku w wysokości 2000 zł „na czysto”, dało mu kwotę przychodu równą 4200 zł. Do tego autor doliczył podatek dochodowy w wysokości 18%, dzięki czemu uzyskał sumę 5121,95 zł oraz VAT, dochodząc tym samym do pułapu 6300 zł.

Teraz po kolei – po pierwsze Piotr Opaczewski pominął fakt, że każdy początkujący przedsiębiorca przez 2 lata może odprowadzać do ZUS składkę preferencyjną, która obecnie (bez dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego) wynosi 418,83 zł (w tym 270,40 zł na NFZ). Mało tego, składkę płaci się do 10 dnia kolejnego miesiąca, co oznacza, że taki przedsiębiorca uiści swoją pierwszą wpłatę dopiero w drugim miesiącu prowadzenia działalności. Następnie - koszty prowadzenia firmy. Autor wliczył w nie, cyt. jakieś niewielkie biuro, telefony itp. oraz księgowość. Pierwsza rzecz, jaka nasuwa się tutaj na myśl – jaki normalnie myślący człowiek, rozpoczynający swoją działalność na rynku, pakuje się w tak duże wydatki? Lokal użytkowy, samochód, czy zewnętrzna księgowość, są to rzeczy niezbędne dla firm z wypracowaną pozycją na rynku, a nie „niezbędnik każdego przedsiębiorcy”. Tym bardziej, że branża, którą przykładowo posłużył się autor, pozwala na wykonywanie pracy w domu.

Jednak największy błąd popełnił Piotr Opaczewski w kwestii podatków. Po pierwsze – od kiedy to podatek dochodowy oblicza się dodając go do kwoty przychodu? Autorowi najwyraźniej nie chciało się zagłębiać w kalkulacje, bo tych nie da się przeprowadzić na przykładzie jednego miesiąca, ze względu na dosyć złożony system odliczeń podatkowych. Chcąc uzyskać przeciętne wynagrodzenie miesięczne, najlepiej będzie wykonać odpowiedni rachunek w skali roku. Aby wykazać rzeczywisty ciężar ubezpieczeniowo-podatkowy i różnicę pomiędzy rzeczywistością, a tym co podał Piotr Opaczewski, posłużymy się przytoczoną przez niego kwotą przychodu 4200 zł miesięcznie, która w skali roku wyniesie 50400 zł. Od tego odejmujemy koszty uzyskania przychodu, na które składają się: koszty prowadzenia firmy – łącznie 13200 zł (przyjmując założone przez niego 1100 zł miesięcznie), suma składek preferencyjnych na ubezpieczenia społeczne – 1781,16 zł oraz kwota zmniejszająca podatek – 556,02 zł. Z pozostałych nam 34862,82 zł „wyciągamy” 18%, tj. 6275,31 zł i od tego odejmujemy sumę składek zdrowotnych – 3244,80 zł. Wychodzi nam więc 3030,51 zł podatku dochodowego rocznie, który w tym momencie nie wynosi 18%, a... 8,7%! Możemy tym samym liczyć na miesięczny dochód w wysokości 2652,70 zł, czyli dużo ponad 2000 zł, które przyjął Piotr Opaczewski. A byłoby jeszcze więcej, gdyby odjąć założone wysokie koszty prowadzenia działalności. Jeśli zaś chodzi o VAT – w tym przypadku nie musimy płacić go wcale, zgodnie z punktem 1 art. 113 ustawy o podatku od towarów i usług, który zwalnia od tego obowiązku nowych przedsiębiorców oraz takich, których przychód nie przekroczył w ubiegłym roku podatkowym 150 000 zł.

Powyższe dane oczywiście nie oznaczają, że polski system socjalno-prawny jest pozbawiony wad. Nienormalną jest przykładowo sytuacja, kiedy bezrobotnemu bardziej opłaca się „siedzieć” na zasiłku, niż spróbować prowadzić firmę, bo nie stać go na 400 zł opłat do ZUS-u. Jednak dopatrywanie się przyczyn wysokiej stopy bezrobocia i emigracji w zobowiązaniach finansowych początkujących przedsiębiorców wobec państwa, jest równie błędnym jak założenie, że każdy nadaje się do prowadzenia działalności gospodarczej. Powiedzmy sobie wprost – jest dokładnie na odwrót. Dobrze obrazuje to ogrom „przedsiębiorców” odbarowanych przez Urzędy Pracy, którzy nie mają pojęcia o zarządzaniu firmą, a ich działalność trwa z reguły tyle czasu, ile potrzeba, aby nie zwracać otrzymanej dotacji (najczęściej około roku). Jak wobec tego można mówić o obciążeniach podatkowo-ubezpieczeniowych, skoro wiele osób nie potrafi się utrzymać na rynku, nawet nie ponosząc żadnych kosztów? Nie podlega dyskusji, że wysokość składki ubezpieczeniowej staje się uciążliwa po upływie „ulgowych” 2 lat, ale powodem tego jest fakt, że znaczny odsetek osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą stanowią ludzie wykonujący wolne zawody, albo pracownicy najemni, zatrudnieni jako podwykonawcy w spółkach – czyli żadni przedsiębiorcy. Sęk tkwi w prawodawstwie, które nie uwzględnia czegoś takiego jak wolny zawód oraz dopuszcza robienie „przedsiębiorców” ze zwykłych robotników, którzy, cytując Piotra Opaczewskiego – dostają depresji na samą myśl o prowadzeniu księgowości. Dlatego też kwintesencja myśli autora, z której można wywnioskować, że Państwo Polskie stawia początkującym przedsiębiorcom bariery nie do przeskoczenia, jest oderwana od realiów. Większe ulgi i odciążenia dla mikro-firm są pożądane, ale zbawienne dla jednostek, a nie dla gospodarki krajowej, z prostej przyczyny – większość Polaków zwyczajnie preferuje pracę najemną.

Przemysław Piejdak
Liga Obrony Suwerenności

 

8
10
oceń tekst 18 głosów 44%

Powiązane artykuły

Piotr Opaczewski: Trudno kochać kraj, w którym się nie da żyć

24.10.2014 komentarzy 17

To cytat z jednego z licznych artykułów o masowej emigracji Polaków. Wyczytałem gdzieś ostatnio, że oprócz samej chęci zarobienia pieniędzy do...