› bieżące
12:00 / 17.06.2015

Największy elbląski absurd drogowy zapisze się w księdze Guinessa?

Największy elbląski absurd drogowy zapisze się w księdze Guinessa?

fot. Magdalena Marcinkiewicz

W związku z trwającym remontem przejazdu kolejowego w ciągu ul. Lotniczej wyznaczono objazdy, które miały ułatwić kierowcom dostanie się na Zatorze. Szybko jednak okazało się, że to co miało teoretycznie pomóc – przysporzyło jedynie masę nerwów i zmarnowanego paliwa. Podążając za znakami, żaden uczestnik ruchu drogowego nie dotrze na miejsce.

Dwa dni temu przejazd kolejowy został zamknięty. W ramach tego, kierowcom postawiono znaki, które miały ich prowadzić drogą objazdową.

Od początku widać, że nie przywiązano większej wagi do rzetelnego poinformowania mieszkańców. Wiadomość o zamknięciu przejazdu pojawiła się tego samego dnia. Dla wielu osób było więc nie lada zaskoczeniem.

Dla kierowców zostały postawione znaki, które teoretycznie miały ich nakierować, jaką drogą mogą się dostać na Zatorze. I tu się zaczyna problem.

Pierwsze informacje dla uczestników ruchu drogowego pojawiają się dopiero wzdłuż ulicy Grunwaldzkiej. Przed ul. Tysiąclecia nie znajdziemy żadnego znaku, który mówiłby o zamkniętym przejeździe.

Dojeżdżając do głównego skrzyżowania znajdującego się na wysokości hali Elzam widnieje znak, że skręcając w prawo kierowcy dostaną się do ul. Lotniczej. 



Dosłownie trzy metry dalej widzimy informację, że droga w tym miejscu jest zamknięta. Zdezorientowani kierowcy podejmują zatem próbę i skręcają w prawo.
 




Z oddali widać, że przejazd jest zamknięty. Pod koniec drogi przy zatoczce znajduje się znak, który kieruje nas już w stronę Skrzydlatej. W tym miejscu należy zawrócić.



Następnie dojeżdżamy do sygnalizacji świetlnej na wysokości Mc Donalds'a, gdzie strzałeczka kieruje nas do Skrzydlatej. Musimy zatem jechać przez centrum.



Dalej jednak nie ma informacji o dalszym objeździe. Nie ma również znaku, który wskazywałby, w którą uliczkę powinniśmy skręcić. Nie ma szans, żeby osoba przyjezdna znalazła drogę.

My decydujemy się skręcić w ul. Malborską. Przejeżdżamy tory kolejowe i skręcamy w lewo. Przy końcu ul. Fredry znajdziemy informację, że to koniec objazdu.



Gdzie zatem jest słynna ul. Lotnicza o której mowa w znakach?

Znajdujemy najbliższą uliczkę i zawracamy. Największy absurd pojawia się , gdy docieramy z powrotem na skrzyżowanie wyżej wymienionej ul. Fredry z ul. Lotniczą. I widzimy znak... objazdu do ul. Lotniczej, który znów nas kieruje w stronę centrum miasta.




O największym drogowym absurdzie

Informację o tym procederze otrzymaliśmy od naszego czytelnika, który skwitował zaistniałą sytuację. 

Oznakowanie objazdów do ul. Lotniczej to dla mnie mistrzostwo świata paranoi. Myślę, że ten wyczyn mógłby zapisać się w księdze rekordów Guinessa jako najwyższy szczyt głupoty. Proponuję tym co postawili te znaki, aby spróbowali tylko po ich własnym oznakowaniu dojechać do ul. Lotniczej, a ja ufunduję nagrodę dla tego, który dojedzie

– komentuje nasz czytelnik.

I dodaje, że nie rozumie, jak można tak lekceważyć swoją pracę.

To jedno wielkie pośmiewisko dla naszego miasta. Ciekawe, kto tym wszystkim kierowcom zwróci za zmarnowane paliwo? Mam nadzieję, że pomysłodawca poniesie konsekwencje swojego czynu

– podsumowuje.

Objazd ten ma trwać do 20 czerwca. Zgłoszenie od czytelnika przesłaliśmy do Urzędu Miasta. Liczymy na to, że przy kolejnym, związanym z pracami przy ul. Malborskiej, wykonawcy zachowają większą rozwagę.
 

27
9
oceń tekst 36 głosów 75%