› dzieci i rodzina
15:11 / 10.10.2012

Nie takie ciało (M) nam straszne

Nie takie ciało (M) nam straszne

fot. Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Nel - jednej z bohaterek reportażu

Ciało kobiet po ciąży jest jedną z najlepiej strzeżonych przez społeczeństwo tajemnic. Wiele się mówi o tym, by dbać o siebie przed ciążą, w jej trakcie i „po”, a cellulit i rozstępy się nie pojawią. Na dowód tego bez przerwy młode dziewczyny są bombardowane obrazkami celebrytek, które miesiąc po porodzie pokazują się w rozmiarach S i XS, z pięknymi nogami, biustami i płaskimi brzuchami. A jak jest naprawdę? Każda kobieta, która urodziła, wie, że dochodzenie do formy nie zawsze jest łatwe. Jedne nie muszą robić praktycznie nic, by odzyskać dawny wygląd, drugie wyciskają siódme poty, by pozbyć się nadprogramowych kilogramów, a jeszcze inne akceptują siebie takie jakie są, bo to co dzieje się z ciałem, z całym organizmem po porodzie, uważają za całkiem normalne. Tego samego zdania są moje rozmówczynie: EC [red: brak zgody na ujawnienie danych personalnych],  Martyna i Nel zgodziły się opowiedzieć, co czuły widząc się w lustrze „przed”, „po” i „teraz”. 

EC – mama i babcia
Mój brzuch. Wielki szok, ale nie przegrana
 
- Powiem bez owijania w bawełnę, że widok brzucha po porodzie, to był dla mnie szok, ale na szczęście dość szybko skóra doszła do normy. Sama z siebie, bez żadnych ćwiczeń, masaży, kremów, a tym bardziej ściskania pasami, o czym słyszałam, ale uważałam to za wielki nonsens – opowiada EC, mama dwójki dzieci i (już) babcia. 
 
- Fakt, że w ciąży niewiele przytyłam i miałam mały, zgrabny brzuszek, więc skóra nie była aż tak tragicznie rozciągnięta jak u niektórych mam – mówi dalej. O rozstępach to w ogóle nie słyszałam szczerze mówiąc. Nie wiem, czy kiedyś rzadziej takie problemy się pojawiały, czy po prostu się o tym nie mówiło? W każdym razie w mojej rodzinie, w moim pokoleniu, nic takiego nie zdarzyło się – komentuje EC.
 
- Natomiast piersi, to była wielka smuta...- mówi ze smutkiem moja rozmówczyni. Sporo schudłam po porodzie (w stosunku do wagi wyjściowej, a nie ciążowej) i to odbiło się niekorzystnie na moim wyglądzie, a cycki... wiadomo, co się dzieje, gdy się chudnie  - tłumaczy.
 
- Nigdy nie zapomnę tego upokorzenia, gdy przeziębiona poszłam do lekarza, a wtedy do badania obowiązywał toples. Lekarz spojrzał krytycznym wzrokiem na moje cycki i zapytał sukinsyn, ile dzieci  urodziłam – wspomina.
 
- Na szczęście i to się z czasem zmieniło, piersi zaczęły dochodzić do swojej dobrej normy i cały czas są ok, chociaż już jestem babcią – śmieje się.  Dodam, że po jedenastu latach urodziłam drugie dziecko i wtedy jeszcze lepiej wszystko poszło, chyba dlatego, że byłam w lepszej formie ogólnej i po porodzie nie schudłam, tylko wróciłam do wagi wyjściowej – mówi z uśmiechem.
 
Tu nie mogę powstrzymać się od uwagi, że jak widzę te wychudzone dziewczyny, kobiety, które planują ciążę, to przewiduję kłopoty - i z jej kondycją, jej zdrowiem i dziecka. - Naprawdę, naprawdę dziewczyny trzeba zachować rozsądek z odchudzaniem! A  jeśli wasz facet koniecznie chce mieć wyżyłowaną miotłę w domu, zamiast ciepłej kobietki, to poślijcie go na drzewo. Ja osobiście  jeszcze nie widziałam sytuacji, aby od spełniania wszystkich zachcianek „pana i władcy” ;), kiedykolwiek coś dobrego wynikło.
 
- Tak więc pocieszam wszystkie załamane, młode mamy, że chociaż to może potrwać, organizm „będzie dążył” do naprawy wszelkich szkód. Tylko nie trzeba mu przeszkadzać -€“ nie wariować, nie katować się przesadnie na siłowni, nie tracić niepotrzebnie energii, nie chudnąć  gwałtownie – przekonuje. Ta cierpliwość się opłaci -€“ jak się okazało w moim przypadku, jest inwestycją gwarantującą długie lata dobrego wyglądu.
 
Kolejne dwie kobiety to dużo młodsze mamy, jedna z kilkuletnim stażem, druga świeżo upieczona. Ich podejście do siebie, swojego wyglądu jest zaskakujące. Mimo iż ciąża wiele zmienia, wiele też daje... Co? To, co niewypowiedziane...
 
Martyna, lat 27, mama 14 – miesięcznej Milenki
 
W lustro spojrzałam przy pierwszej lepszej okazji
- Byłam świadoma tego, że ciąża co nieco zmieni w moim wyglądzie, ale nie obawiałam się tego wiedząc, że to normalna kolej rzeczy, i że to tylko chwilowe zmiany, a po porodzie wszystko wróci do normy – wspomina Martyna. 
- I miałam rację – śmieje się. Dziś mój obecny wygląd nie różni się niczym od wyglądu sprzed ciąży - jestem młodą kobietą, która dba o siebie i chce wyglądać atrakcyjnie. - Oczywiście starałam się zdrowo odżywiać - w końcu tym samym odżywiało się moje maleństwo. Dużo spacerowałam i dbałam o to, żeby w miarę możliwości w moim życiu było dużo ruchu - aż do samego porodu. Tym bardziej, że przez całą ciążę czułam się świetnie - jeszcze w dziewiątym miesiącu ciąży byłam w stanie wejść na wysoką wieżę widokową – dodaje młoda mama. Mimo dodatkowych 17 kg czułam się naprawdę dobrze - przekonuje.
 
Patrząc na swoje odbicie w lustrze widziałam, że trochę się zmieniam, ale wydawało mi się to tak normalne, że nie odbierałam tego jako coś dla mnie strasznego. Wręcz przeciwnie - rosnący brzuszek wzbudzał we mnie coraz pozytywniejsze emocje. A jeśli wszyscy mówili, że świetnie wyglądam, to po co miałam się przejmować kilkoma kilogramami więcej?- śmieje się Martyna
 
Od porodu minęło już 13 miesięcy, a do swojej wagi sprzed ciąży wróciłam już po około miesiącu po urodzeniu [red:szczęściara]. W lustro spojrzałam przy pierwszej możliwej okazji - w moim wyglądzie nie było nic takiego, co miałoby wzbudzać we mnie jakiekolwiek negatywne emocje. Nie miałam do tego powodów - jeszcze w szpitalu słyszałam opinie, że w ogóle nie wyglądam jakbym rodziła. A jedyne z czym w pierwszym momencie było mi dziwnie to to, że mój brzuszek jest taki mały i że moja córeczka leży obok mnie, a nie w środku – wspomina ze wzruszeniem.
- Wiadomo, że trochę się bałam tego, co dzieje się z ciałem kobiety tuż po porodzie, ale okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują i okres połogu minął mi szybko i nie tak boleśnie jak się tego spodziewałam. 
 
- Oczywiście nadal chcę podobać się sobie i innym - nie widzę powodu, dlaczego miałoby się to zmienić. A z akceptacją męża nigdy nie miałam problemu - zawsze mogłam i mogę na nią liczyć. Ciąża nic w tej kwestii nie zmieniła.
 
Po co mi dziś moje ciało? 
- Przede wszystkim po to, żeby czuć się w nim dobrze. I macierzyństwo nic w tej sprawie nie zmieniło.
 
Więcej dzieci?
-Oczywiście. - odpowiada Martyna. I mam nadzieję, że kolejna ciąża będzie równie idealna jak ta:) 
 
Nel, lat 21 , mama niespełna 3-letniego Huberta
Zobaczyłam siebie piękniejszą niż zwykle
- Akurat przed ciążą bardzo schudłam, wyglądałam dobrze. Mogłam nosić dopasowane ubrania, dbałam  o siebie – miałam mocne paznokcie, ładne włosy, niemowlęcą cerę – wraca myślami do czasów „przed” Nel, mama Huberta. - Wiedziałam o tym, że ciąża może wiele zmienić w moim wyglądzie, ale nie przejmowałam  się. Kochałam moje dziecko od dnia, kiedy zapadła decyzja o staraniach o nie - wyjaśnia. Cieszyłam się, że przyjdzie na świat, i nic nie było dla mnie równie ważne. 
 
Jednak nie każda ciąża jest miła i przyjemna
Niestety – zawiesza na chwilę swoją historię Nel.  Już od początku, dokuczały mi paraliżujące bóle pleców. Póki mogłam – spacerowałam, wychodziłam na zakupy. Jednak im bliżej porodu, tym bardziej miałam  kłopoty z funkcjonowaniem. W związku z tym nie prowadziłam zbyt aktywnego trybu życia – tłumaczy mama Huberta. 
- Mimo to odżywiałam się zdrowo, nie miałam zbyt wielu zachcianek, więc starałam  się jak najlepiej karmić „Fasolkę” - Niestety na moim brzuchu utworzyły się bardzo bolesne kanały gromadzące wodę, która powinna być wydalona z organizmu, ale postanowiła w nim zostać – uśmiecha się.- W rzeczywistości przytyłam 30kg, jednak 10kg to właśnie ta woda, której pozbyłam się dopiero po porodzie – wyjaśnia.
 
- Miałam ogromny brzuch, ludzie pytali czy urodzę bliźnięta. Ale ja wiedziałam, że w tym brzuchu rozwija się jedno, jedyne, ukochane, moje dziecko.  Dziś brzuch pozostał, częściowo przez zaniedbanie, ale każdy mój dzień wypełnia szczęście, za które mogłabym przyjąć na siebie jeszcze pięć takich brzuchów – mówi Nel.
 
Nie bałam się spojrzeć w lustro – odpowiada zdecydowanie Nel. Jak tylko pozwolono mi wstać z łóżka [red: po cesarskim cięciu], chciałam się zobaczyć.
 
I kogo zobaczyłam?
Zobaczyłam siebie piękniejszą niż zwykle. Nigdy nie miałam na twarzy wypisanego szczęścia, aż do dnia narodzin mojego syna. Byłam gruba, nieuczesana, niepomalowana, w pochlapanej piżamie, ale kochałam  siebie taką, jaką byłam. Patrzyłam na siebie przez pryzmat tego cudownego skarbu, który spał przy moim boku – opowiada.
 
Czy jestem tą samą osobą? -Zdecydowanie nie. Stałam się bardziej odpowiedzialna, ale jednocześnie o wiele bardziej lękliwa. Każdą sprawę rozpatruję teraz pod wieloma względami – kiedyś nie liczyło się nic, prócz przyjemności. 
 
Mimo różnych lęków i obaw, nadal chcę być piękna, bo nadal jestem kobietą – podkreśla Nel. Są dni, kiedy chodzę w dziurawych kapciach, bez makijażu, zupełnie pochłonięta tym, co mam do zrobienia. Ale przychodzą chwile, kiedy z lepszym lub gorszym efektem staram się doprowadzić swoje ciało do ładu. Mąż był razem ze mną w tej ciąży, stopniowo przeprowadzany był przez kolejne zmiany. Mimo niedoskonałości, nadal uważa, że jestem atrakcyjna. Przecież nigdy nie byłam ikoną kobiecości i niewiele się w tej kwestii zmieniło – dodaje z uśmiechem.
 
Pomimo tego, co pokazuje lustro, akceptuję to jaka jestem, choć przydałoby się coś zmienić – dodaje rozmówczyni. Niestety jest mnóstwo kobiet, które nie akceptują faktu, że ciąża zmienia. Jedne nie akceptują siebie z próżności, inne po prostu nie przygotowały się na fizyczną zmianę, jeszcze inne wcale nie planowały mieć dzieci…
 
Mam nadzieję, że ów artykułem zachęcę inne mamy do podzielenia się swoimi historiami i zdjęciami. Piszcie na adres: agnieszka@elblag.net. Myślę, że warto pokazywać innym kobietom, że ciąża choć wiele zmienia, również wiele daje. Zapewniamy pełną anonimowość.
25
5
oceń tekst 30 głosów 83%