› bieżące
19:01 / 11.12.2020

"O zbrodni bez kary" rozmawiamy ze współautorem książki o Grudniu’70

fot. IPN Gdańsk

Ukazało się drugie wydanie „Zbrodni bez kary” (Instytut Pamięci Narodowej, Oficyna Verbi Causa) poszerzone: o ciekawe archiwalne zdjęcia oraz opis ciągnącego się latami procesu osób oskarżonych o zbrodnię strzelania do uczestników robotniczego protestu. Współautor dr Piotr Brzeziński badaniem Grudnia’70 zajmuje się od dziesięciu lat. Rozmawiamy z nim między innymi o tym  dlaczego w wolnej Polsce nie udało się osądzić sprawców masakry w grudniu 1970 roku. 
„Zbrodnia bez kary” dotyczy przebiegu protestu robotników w Gdyni, gdzie zginął osiemnastoletni elblążanin Zbyszek  Godlewski

Grażyna Wosińska. Najczęściej mówimy: wydarzenia Grudnia’70 na Wybrzeżu. Historycy używają nazw: rewolta, bunt lub mniej często powstanie. Jaka jest Pana opinia w tej sprawie?

Piotr Brzeziński. Terminy „wydarzenia” i „wypadki” są zupełnie nieadekwatne wobec masakry, która miała miejsce na Wybrzeżu w 1970 r. W sumie, w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Elblągu zginęło wówczas – według oficjalnych danych – 45 osób, a 1165 zostało rannych. Aby zamazać to wrażenie komunistyczna propaganda od początku określała Grudzień’70 tego typu eufemistycznymi terminami. Jako historyk, który od dekady bada tę tematykę, przychylam się raczej do określenia „rewolta” lub „bunt”. W przeciwieństwie do niektórych publicystów, daleki jestem natomiast od nazywania Grudnia ’70 mianem „powstania”. To przesada w drugą stronę i termin ahistoryczny. Gdy spojrzymy na postulaty formułowane wtedy przez strajkujących robotników, to naprawdę trudno w nich znaleźć jakiekolwiek żądania o charakterze politycznym. Nie podważano ani ustroju komunistycznego, ani sojuszy międzynarodowych PRL. Jest też wielce znamienne, że Grudzień’70 nie był (i wciąż nie jest) określany mianem „powstania” przez czołowych badaczy tego tematu (Jerzy Eisler, Andrzej Głowacki, Henryk Kula, Wiesława Kwiatkowska, Michał Paziewski). Wyjątkiem jest tu oczywiście Jerzy Eisler, który na początku lat 90. XX w. nazwał Grudzień ’70 powstaniem, lecz po namyśle zmienił zdanie, czemu dał wyraz w swoich późniejszych publikacjach.

Czy już wszystko wiemy o Grudniu’70? Co jeszcze wymaga zbadania przez historyków? Dokumenty z jakich archiwów nie zostały jeszcze opracowane? 

Wiemy już naprawdę dużo, lecz wciąż za mało, żeby np. potwierdzić tezę mówiącą, że Grudzień ’70 został sprowokowany po to, aby obalić Władysława Gomułkę. Mimo pięćdziesięciu lat jakie upłynęły od tamtej tragedii, wciąż pojawiają się nieznane wcześniej dokumenty, fotografie i relacje świadków, które rzucają nowe światło na tamte wydarzenia. Ukazują się nowe książki. Bardzo cennym wydawnictwem jest np. wydana niedawno „Grudniowa kolęda” autorstwa Piotra Abryszeńskiego i Daniela Gucewicza (czyt. rozmowę ze wspólautorem w elblag.net - red.), która naświetla rzadko dotąd opisywany temat stosunku Kościoła katolickiego wobec Grudnia ’70. Kilka lat temu ukazała się pierwsza książka o ofiarach Grudnia ’70, którą zresztą miałem okazję współtworzyć („Pogrzebani nocą”). Mimo to, trudno jest mówić o jakimś zasadniczym przełomie w badaniach, gdyż kolejne ukazujące się publikacje raczej uzupełniają naszą wiedzę, niż wywracają ją do góry nogami. W badaniach historycznych nawet z pozoru drobne szczegóły są jednak bardzo ważne. Dzięki nim poszerzamy swoją wiedzę o nowe fakty.

Bez wątpienia kluczowym źródłem do dalszych badań jest ogromna dokumentacja procesowa zebrana przez zajmujące się sprawą Grudnia ’70 prokuratury i sądy w latach 1990–2013. Od 2017 r. jest ona zdeponowana i udostępniana w archiwum gdańskiego oddziału IPN. Dokumentacja ta liczy ogółem 266 jednostek archiwalnych i zawiera mnóstwo cennych dokumentów, takich jak np. zeznania świadków i oskarżonych, protokoły sekcji zwłok grudniowych ofiar, czy różne szkice i fotografie. Bez lektury tych materiałów nie sposób jest w tej chwili pisać o Grudniu ’70. 

Mam nadzieję, że w archiwach rosyjskich znajdują się ciekawe dokumenty dotyczące reakcji Sowietów na protest robotników i że kiedyś uda się z nimi zapoznać.  

Jakie wnioski wyciągnęła władza z grudniowej tragedii?

Pomimo tragicznego bilansu Grudzień ’70 pokazał ogromną siłę robotniczego protestu. W Gdańsku i Szczecinie zakiełkował pomysł powołania niezależnych od władz komunistycznych związków zawodowych. Postulat ten pojawił się najpierw w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, a następnie w Szczecinie. Historycy wciąż nie są pewni, czy protestującym robotnikom chodziło wtedy o zupełnie nową organizację związkową, czy o uniezależnienie od PZPR tej już istniejącej, czyli Centralnej Rady Związków Zawodowych. Nie zmienia to faktu, że był to w ówczesnych realiach postulat wręcz rewolucyjny. Powstał historyczny precedens, który utorował powstanie „Solidarności”. Pojawił się i drugi precedens, bo po raz pierwszy w historii PRL robotnicy swoim protestem „obalili” pierwszego sekretarza PZPR. To właśnie dzięki Grudniowi ’70 Edward Gierek zajął miejsce Władysława Gomułki. 

Przywódcy PZPR wyciągnęli wnioski z grudniowej rewolty. Ani Gierek, ani jego następca Stanisław Kania nie odważyli się już posłać wojska przeciwko strajkującym robotnikom. Nie dopuszczając do zdławienia siłą sierpniowych protestów Gierek dotrzymał słowa danego Polakom w chwili obejmowania władzy. Z nutą sarkazmu można powiedzieć, że było to jedno z największych osiągnięć jego dziesięcioletnich – zakończonych gospodarczą katastrofą – rządów.  Podobnie było z Kanią, który nie chciał wprowadzenia stanu wojennego. Inna rzecz, że w pacyfikacji polskiego społeczeństwa skutecznie zastąpił go w 1981 r., współodpowiedzialny za masakrę na Wybrzeżu, gen. Wojciech Jaruzelski.

Jakie wnioski wyciągnęło społeczeństwo z grudniowej tragedii?

Grudniowa lekcja wpłynęła też na ostrożną taktykę, przyjętą przez strajkujących robotników w sierpniu 1980 r. Tym razem nie wychodzili oni na ulice, lecz organizowali sprawnie kierowane strajki okupacyjne. Nie bez racji część badaczy ocenia, że Sierpień ’80 narodził się właśnie w Grudniu ’70. Ogromną rolę w kształtowaniu świadomości protestujących ludzi odegrała żywa pamięć Grudnia ’70, jednocząc ich wokół postulatu budowy pomników ofiar tamtej tragedii. W 1970 r. w Gdyni i Szczecinie powstały ponadzakładowe komitety strajkowe. Komitety te były protoplastami powstałego 10 lat później w Gdańsku Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Myślę, że było to jedno z największych osiągnięć Grudnia’70.  Dodajmy do tego, że doświadczenie grudniowej traumy było szczególnie ważne dla działaczy powstałych w 1978 r. Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i to ono cementowało całą przedsierpniową opozycję. 

Dlaczego w wolnej Polsce nie udało się osądzić sprawców masakry w grudniu 1970 roku?

Pomimo pięcioletniego śledztwa i osiemnastoletniego procesu sądowego, w którego trakcie przesłuchano blisko 1 100 świadków i zebrano ogromny materiał dowodowy, Grudzień ’70 wciąż pozostaje zbrodnią bez kary i jaskrawym przykładem słabości polskiego sądownictwa.  Nie jestem prawnikiem, więc nawet nie będę próbował ocenić tego procesu z prawniczego punktu widzenia. W moim przekonaniu zabrakło jednak determinacji i woli politycznej do osądzenia i ukarania osób odpowiedzialnych za Grudzień ’70. Najpierw zlecono śledztwo Prokuraturze Marynarki Wojennej, która nie nadawała się do tego choćby dlatego, że do niedawna podlegała rozkazom gen. Jaruzelskiego, a w stanie wojennym zajmowała się głównie prześladowaniem opozycjonistów.

Gdy śledztwo przejęła prokuratura powszechna, a prok. Bogdan Szegda napisał akt oskarżenia, wydawało się, że sprawa weszła na właściwe tory. Nic bardziej mylnego, gdyż gdański Sąd Okręgowy na różne sposoby próbował odsunąć od siebie tę sprawę i przekazać ją komuś innemu. W 1999 r. sprawę przekazano do Sądu Okręgowego w Warszawie. Oficjalnym powodem zmiany miejsca procesu był zły stan zdrowia trzech oskarżonych. Było znamienne, że idąc na rękę trzem oskarżonym, Sąd Najwyższy, który podjął decyzję o przeniesieniu procesu, nie wziął pod uwagę faktu, że odtąd większość świadków będzie zmuszona jeździć na rozprawy do Warszawy. O ich zdrowie i wygodę nikt się nie martwił. Mimo to wkrótce okazało się, że oskarżeni i tak nie zjawiali się na rozprawach, zasłaniali się niepamięcią, albo wiekiem i złym stanem zdrowia. Skandalem okazał się np. fakt, że skarżący się na kłopoty zdrowotne Wojciech Jaruzelski, nie stawił się na rozprawę 8 maja 2005 r., gdyż wyjechał do Moskwy, by uczestniczyć w wielogodzinnych uroczystościach z okazji 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej.

Wyrok warszawskiego sądu z kwietnia 2013 r. zaskoczył większość obserwatorów. Stanisław Kociołek został uniewinniony, a dwóch dowódców wojskowych, biorących udział w pacyfikacji robotników pod Stocznią Gdańską im. Lenina i przy przystanku kolejowym Gdynia Stocznia, skazano na dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Skazano ich jednak nie za udział w zabójstwie, lecz za udział w pobiciu ze skutkiem śmiertelnym. Kontrowersyjny wyrok wywołał medialną burzę. Przebieg tego monstrualnego procesu zaskoczył jednak najbardziej bliskich ofiar Grudnia ’70, którzy przez kilkadziesiąt lat daremnie czekali na sprawiedliwy wyrok dla sprawców tej masakry. 

Jakie wnioski dziś możemy wyciągnąć z tego co wydarzyło się przed 50 laty?

Grudzień ’70 to zbrodnia bez kary, ale i ponure memento. To przestroga przed tym, do czego doprowadzić mogą, nieliczące się z głosem społeczeństwa, despotyczne rządy, które w obronie swej władzy i przywilejów nie wahają się użyć brutalnej siły. W zderzeniu z nimi zwyczajni ludzie – a takimi en masse byli uczestnicy grudniowej rewolty – zwykle nie mają szans na wygraną. Tym bardziej należy więc docenić ich odwagę i determinację, a także dbać o to, aby w naszym kraju nigdy więcej nie powtórzyły się tak tragiczne wydarzenia.

Dziękuję za rozmowę.

Chcesz wiedzieć więcej kilknij tutaj. 

 

2
0
oceń tekst 2 głosów 100%