› relacje
08:12 / 15.07.2018

Obchody 77. rocznicy zbrodni w Jedwabnem z udziałem elblążan (+ zdjęcia)

Obchody 77. rocznicy zbrodni w Jedwabnem z udziałem elblążan (+ zdjęcia)

fot. Marcin Mongiałło

10 lipca 2018 r. w Jedwabnem, podobnie jak w latach poprzednich, odbyły się uroczystości upamiętniające żydowskie ofiary mordu z lipca 1941 r. Wśród ponad 150 osób będących na miejscu zbrodni sprzed 77 lat byli również elblążanie reprezentujący zarówno Obóz Narodowo-Radykalny (ONR), jak i Komitet Obrony Deomokracji (KOD). Ten pierwszy reprezentował Edward Orzechowski, natomiast przedstawicielem elbląskich struktur KOD-u był Tadeusz Kawa. 

W uroczystościach wzięli udział m.in. naczelny rabin Polski Michael Schudrich, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Wojciech Kolarski, ambasador Izraela w Polsce Anna Azari, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr. Mateusz Szpytma, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie Lesław Piszewski, przełożony prowincjalny augustianów w Polsce o. dr Wiesław Dawidowski. Na uroczystości obecny był także Icchak Lewin (ur. 1930 w Wiźnie) – ocalony z Holokaustu przez polską rodzinę Dobkowskich z pobliskiego Zanklewa. Jej potomkowie mieszkają dziś w okolicy Ełku. Pan Icchak Lewin przybył do Jedwabnego w otoczeniu licznej rodziny – dzieci oraz wnuków. Do Jedwabnego przyjechał również ksiądz Wojciech Lemański, który od wielu lat aktywnie działa na rzecz upamiętnienia historii Żydów polskich. On też zainicjował tradycyjne już zbiorowe odczytywanie nazwisk żydowskich mieszkańców Jedwabnego.

Po wspólnych modlitwach delegacje złożyły kwiaty pod pomnikiem stojącym na miejscu kaźni, który upamiętnia ofiary. Następnie zgromadzeni udali się pod drugi pomnik znajdujący się nieopodal na terenie pobliskiego cmentarza żydowskiego, gdzie zamordowano pierwszą grupę Żydów. 

Pogrom w Jedwabnem stał się znany w Polsce i na świecie za sprawą książki Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi", w której ten autor określił tę zbrodnię jako pogrom Żydów dokonany przez ich polskich sąsiadów – według niego prowodyrami tego mordu i przywódcami jedwabińskiego tłumu było czterech byłych współpracowników NKWD, którzy w ten sposób próbowali wymazać swoją przeszłość i uwiarygodnić się w oczach nowego okupanta.

Zbrodnia w jedwabnem budzi kontrowersje, które dotyczą tego, kto był jej rzeczywistym wykonwawcą. Część historyków, a także IPN twierdzą, że dokonali jej Polacy z inspiracji Niemców. Druga część badaczy jest zdania, że zbrodni dokonali Niemcy, a nie Polacy.

Zarówno działacze Komitetu Obrony Demokracji (KOD-u), jak i przedstawiciele Obozu Narodowo-Radykalnego pojawili się na miejscu z transparentami. Ci pierwsi uważają, że winę ponoszą Polacy. Takie też były hasła na banerach, które trzymali działacze KOD-u z Olsztyna: "Przepraszamy braci Żydów za mordy i pogromy dokonane na nich przez Polaków" oraz "Przepraszamy Europę i przyjaciół Żydów za antysemitym i faszyzm ONR-owców i sekty PIS-owskiej". Wielu z nich miało ponadto na ramionach opaski z barwami Izraela i Polski. 

Zupełnie inaczej przedstawiały się hasła na transparentach przedstawicieli ONR-u, którzy przyjechali z Olecka, Łomży, Elbląga oraz Pasłęka: "O tej zbrodni Niemców – nie Polaków – pamiętamy! I wznowienia ekshumacji żądamy!", "Żądamy ekshumacji w Jedwabnem", "Polski Naród nie przeprasza za niemieckie zbrodnie", czy też "We demand exhumation in Jedwabne".

Przypomnijmy w tym miejscu, że w dniu 30 maja 2001 roku prof. Andrzej Kola z Uniwersytetu w Toruniu rozpoczął w stodole w Jedwabnem prace ekshumacyjne mające wyjaśnić okoliczności zbrodni. Zostały one jednak bardzo szybko przerwane. Stało się to już  4 czerwca 2001 pod naciskiem żydowskich rabinów i premiera Jerzego Buzka. Ekshumacja dowiodła, że w stodole zginęło znacznie mniej Żydów, niż to podawał Jan Tomasz Gross – około 300, a nie 1600. Znaleziono dużo łusek pochodzących od niemieckiej broni, co dowodziło, strzelania do Żydów, którzy próbowali wydostać się z płonącego budynku. W tym czasie broń palną mieli praktycznie wyłącznie Niemcy. Polakom groziła śmierć nie za jej posiadanie broni. Odkopano także wiele monet oraz wartościowych przedmiotów, w tym także wykonanych z metali szlachetnych, jak złotą spinkę do chusty modlitewnej (tałesu), czy też obrączki ślubne. Podważało to tezę Jana Tomasza Grossa o masowym rabunku dokonanym przez Polaków na Żydach. Prace ekshumacyjne bardzo szybko przerwano. Michael Schudrich, naczelny rabin Polski stwierdził, że: "Szacunek dla kości naszych ofiar jest dla nas ważniejszy niż wiedza, kto zginął i jak, kto zabił i jak". Decyzję o przerwaniu ekshumacji podjął ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński.

Według Stefana Boczkowskiego, który w 1941 roku miał 12 lat, zbrodni dokonało około 100 Niemców z einsatzkommando, którzy przymuszali Polaków, by wskazywali domy, gdzie zamieszkiwali Żydzi. Według jego relacji grozili Polakom, że w razie nieposłuszeństwa zostaną skierowani do sądu wojennego i natychmiast rozstrzelani.  Niemcy zmuszali Żydów do krzyczenia „Przez nas wojna!”, kazali śpiewać rosyjskie pieśni i nieść kawałki z rozbitego pomnika Lenina. Świadek wydarzeń sprzed lat słyszał odgłosy karabinów. Podkreślał, że przy stodole nie było nigdy żadnych działań wojennych, a więc znalezione łuski musiały być efektem strzelania do Żydów przez Niemców.

Jak możemy przeczytać w artykule opublikowanym przez Wprost z 2002 roku:

 (...) latem 1941 r. w Łomżyńskiem działało nie występujące w znanych dotychczas dokumentach komando, złożone z gestapowców z Ciechanowa, pod dowództwem SS - obersturmfuehrera Schapera, a nie - jak wcześniej zakładano - tzw. komando "Bialystok" Wolfganga Birknera. W latach 60. centrala ścigania zbrodni nazistowskich w  Ludwigsburgu "z dużym prawdopodobieństwem" przyjęła, że mordu w  Jedwabnem dokonało komando z Ciechanowa pod dowództwem Schapera. Niemiecka prokuratura uznała jednak, że materiał tej centrali nie  wystarczy do wszczęcia postępowania karnego wobec Schapera i  umorzyła śledztwo. Po wojnie Schaper ukrywał się do 1953 r. pod  nazwiskiem Karl Bieliński (znał język polski). Przesłuchany przez centralę w Ludwigsburgu odrzucił zarzuty. W końcowym raporcie z  marca 1964 r. centrala uznała, że Schaper był dowódcą komanda, które zamordowało Żydów w Radziłowie i Tykocinie.

Na miejscu rozmawialiśmy z dwoma starszymi mieszkańcami Jedwabnego, którzy historię pogromu znają z opowiadań nieżyjących już rodziców. Oboje twierdzili, podobnie jak Stefan Boczkowski, że za zbrodnię odpowiadają Niemcy, którzy przymuszali do niej nieposiadających broni Polaków. Co więcej, kobieta, z która rozmawialiśmy zauważyła, że już po wojnie przez wiele lat z powodzeniem małżeństwo Żydów prowadziło w Jedwabnem zakład pogrzebowy i Polacy traktowali ich dobrze.

W 2003 roku Instytut Pamięci Narodowej umorzył śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem. Badacze IPN-u ustalili w jego wyniku, że 10 lipca 1941 roku zabójstwa nie mniej niż 340 Żydów dokonała w Jedwabnem grupa miejscowej polskiej ludności z inspiracji Niemców. IPN przyjął, że to polska ludność miała w tej zbrodni –jak to określono  „rolę decydującą”, ale „można założyć”, że jej inspiratorami byli Niemcy. Co najmniej 300 osób spalono żywcem w stodole, a co najmniej 40 innych zabito wcześniej w nieustalony sposób, gdy Żydów gromadzono na rynku miasteczka.

2
0
oceń tekst 2 głosów 100%

Zdjęcia ilość zdjęć 57