› bieżące
07:04 / 12.04.2013

Państwo demokratyczne w kontekście elbląskiego referendum (opinia)

Państwo demokratyczne w kontekście elbląskiego referendum (opinia)

Rozstrzyganie spraw i problemów w lokalnych referendach obywatelskich, mających być objawem postępującej demokratyzacji państwa w terenie, nie jest jeszcze zbyt dobrze rozumiane przez obywateli naszego kraju. Moim zdaniem - przyczyn takiego stanu rzeczy należy poszukiwać nie tylko w nas samych, ale przede wszystkim w taktyce i politycznej zachłanności dużych partii a także na bojaźliwym postrzeganiu idei samorządności przez władze lokalne.

Przeprowadzone dotychczas referenda w kilku miastach Polski w tym także przebieg naszego elbląskiego referendum, to stanowisko potwierdza. Podobnie, jak i w innych miejscowościach, grupa mieszkańców Elbląga podjęła inicjatywę zmierzającą do odwołania w referendum, prezydenta miasta a ponadto radnych miejskich. Elblążanie poparli wniosek grupy referendalnej, wypełniając tym samym ustawowy próg do odbycia referendum. Z przebiegu pierwszego etapu działań „referendarzystów”, którego celem było zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum, można by wnioskować, że swoją aktywnością mieszkańcy zgadzali się z potrzebą dokonania zmian władz zarządzających w ich środowisku.

Na tym etapie, w większości przypadków, lokalne władze dość ironicznie oceniały początkowo zamiary grup referendalnych, nie wierząc w powodzenie ich misji. Gdy jednak zapadła przysłowiowa klamka, ponieważ ogłoszony został termin odbycia referendum, a jego wynik staje się być niepewny dla władz, do „pracy” zabrali się ci, którzy tej referendalnej ocenie podlegają. I nie byłoby w tym niczego zdrożnego, gdyby kampania referendalna toczyła się na argumenty w debatach i zmierzała do przekonania większości obywateli, aby wzięli udział w referendum i wyrazili swoją wolę… głosując za lub przeciw odwołaniu władz miasta.

Taki przebieg kampanii referendalnej aktywizujący obywateli miasta stałby się nie tylko nauką samorządności, ale także byłyby potwierdzeniem dobrze rozumianej demokratyzacji państwa. Ale w Elblągu, tak się nie stało, a wręcz odwrotnie. Zamiast wesprzeć ideę referendum, postanowiono z nią walczyć a jednocześnie zdewaluować jej sens i ośmieszyć jego inicjatorów. A wszystko po to, aby zachować istniejące status quo. Znamiennym faktem dla elbląskiego referendum, będącego wyrazem niezadowolenia społecznego, stała się wypowiedź marszałka województwa warmińsko-mazurskiego, który plebiscytową sytuację w Elblągu ocenił, iż: „nic takiego specjalnego się nie stało, aby w trakcie kadencji odwoływać władze w referendum”. Przyjmując taki punkt widzenia, tym bardziej należało w debacie publicznej wyjaśniać przede wszystkim istotę samorządności oraz udziału obywateli we współdecydowaniu a także przekonać elblążan do udziału w referendum i do głosowania za lub przeciw kontynuowaniem rządów aktualnej władzy.

W sprawie referendum, jako demokratycznego sposobu rozstrzygania przez obywateli spraw miasta - niewiele zrobili miejscowi politycy. Główne siły polityczne w Elblągu (PiS, PO i SLD) a także Elbląski Komitet Obywatelski, który także nie widział podstaw do referendum, okopały się w swoich siedzibach i czekając na rozwój sytuacji, nie wyraziły nawet ogólnego poglądu dla sensu referendum, które jest prawem obywateli zapisanym w Konstytucji RP. Także przez rodzime media - to historyczne, pierwsze referendum lokalne w Elblągu - nie zostało wykorzystane chociażby dla potrzeb edukacyjnych mieszkańców. To tak, jakby – poza wszechwładnym nepotyzmem, klikowością i niekompetencją władz – nic takiego się nie stało i najlepiej byłoby, gdyby do referendum nigdy nie doszło. A przecież coś ważnego zaistniało w naszym mieście i grupa elblążan, zdecydowała się uruchomić referendalną procedurę. I szkoda, że tej aktywności propagatorskiej zabrakło, gdyż może się okazać po 14 kwietnia, że referendum jest nieważne z powodu niskiej frekwencji i aktualnie rządzący: prezydent Elbląga oraz radni miejscy, pozostaną na swoich miejscach pracy.

Zatem, jaką moc będzie miał ich mandat społecznego zaufania - tą sprzed dwóch lat, czy tą aktualną? Nikt nie chciałby być – a szczególnie rządzący, odwoływanym podczas kadencji, ale też nikomu nie przysługuje w państwie demokratycznym, prawo bycia za wszelką cenę we władzach. Gdyby jednak – wbrew mojej tezie - tak się stało, że udział obywateli w referendum byłby znakomity, to nastąpiłoby jak najbardziej ważne i - co istotne dla losów Elbląga - demokratyczne rozstrzygnięcie. Idźmy, więc 14 kwietnia do lokali wyborczych i głosujmy: na TAK lub NIE. Tylko, i aż taka, jest cena samorządowej demokracji, w której większość decyduje.

Edward Pukin

1
6
oceń tekst 7 głosów 14%