› polityka
10:37 / 28.02.2013

Presja referendum zrobiła swoje... - wywiad z radnym Januszem Nowakiem

Presja referendum zrobiła swoje... - wywiad z radnym Januszem Nowakiem

fot. Konrad Kosacz

Ostatnie wydarzenia pokazują, że elblążanom coraz bardziej zależy na ich mieście i nie godzą się na wszystko, co władze im fundują. O obecnych problemach miasta i jego mieszkańców, zbliżającym się referendum i jego ewentualnych skutkach, rozmawiamy z radnym Januszem Nowakiem, przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Elblągu.

Panie Januszu, grupa referendalna postawiła prezydentowi Nowaczykowi konkretne zarzuty, czy zgadzacie się ze wszystkimi?

Trudno odpowiedzieć wprost na to pytanie. Po pierwsze zarzuty były mnożone w trakcie akcji zbierania podpisów i wszystkich nie pamiętam. Po drugie miały one różny ciężar gatunkowy i trudno jednoznacznie powiedzieć, czy się ze wszystkimi zgadzam. Z wieloma tak, ale z niektórymi bym polemizował. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo ten wywiad musiałby być bardzo długi, a internauci tego nie lubią.

A które Pana zdaniem decyzje i działania Prezydenta Nowaczyka spowodowały w głównej mierze tak duże niezadowolenie społeczne?

W czasie kryzysu, kiedy większości mieszkańcom pogarszają się warunki życia, następuje zubożenie, brak zatrudnienia albo niska płaca za jej wykonywanie, niepewność jutra, należy wykazać szczególną wrażliwość na ludzkie sprawy. Tej wrażliwości zabrakło. Do niemałych podwyżek fundowanych nam przez rządzących w kraju doszły drastyczne, nie boję się użyć tego słowa, podwyżki cen i opłat przyjętych przez Radę Miejską na wniosek Prezydenta Miasta, oraz podwyżki cen usług świadczonych przez firmy komunalne. Do tego brak pomysłu na rozwój miasta i nieakceptowany, przez większość, styl sprawowania władzy, dopełniły czary goryczy.

Jak Pan skomentuje to, co działo się na ostatniej sesji Rady Miejskiej? Mam na myśli zaproponowane zmiany.

To tylko pokazuje, że nie wszystkie rozstrzygnięcia dotyczące podwyżek były słuszne, ani nawet potrzebne. Śmiało mogę użyć tu słowa „cyrk”, kiedy to „rakiem” wycofywaliśmy się z wcześniej podjętych decyzji. Presja referendum zrobiła swoje.

Pomówmy o obecnej kondycji finansowej miasta. Czy w Pana ocenie, można było uniknąć tak dużego zadłużenia?

Oczywiście, że można było. Szybko narastające zadłużenie miasta nastąpiło pod koniec poprzedniej kadencji paradoksalnie za sprawą poparcia przez radnych, między innymi Platformy Obywatelskiej, wniosku prezydenta o emisję obligacji w wysokości 45 milionów złotych. Tylko SLD, naturalne zaplecze Prezydenta, zagłosowało przeciw. Twierdziliśmy, że inwestycje, na które wyemitowano obligacje, będą generowały wyższe, od zakładanych pierwotnie, koszty i to w konsekwencji doprowadzi do problemów finansowych naszego miasta. Jeszcze na początku tej kadencji mówiliśmy o konieczności przeanalizowania możliwości budżetu i podjęcie decyzji o wydłużeniu w czasie, ograniczeniu zakresu rzeczowego lub rezygnacji z niektórych przedsięwzięć. Niestety bezkrytyczna kontynuacja inwestycji doprowadziła budżet miasta do zapaści, z jaką mamy dzisiaj do czynienia. Dodatkowym problemem jest brak decyzji pozwalających na zmniejszenie wydatków bieżących. To, moim zdaniem, większy problem niż przeinwestowanie.

Jako opozycja, będziecie namawiali ludzi do udziału w referendum? Czy nie uważa Pan, że ten mechanizm w Elblągu jest obecnie wykorzystywany politycznie przez Ruch Palikota? Są mocne dowody na to, że za referendum stoi właśnie ta partia.

Jedno co pewne, to to, że nie będziemy namawiali ludzi, żeby na referendum nie szli, jak to robią rządzący. Elblążanie mają swój rozum i lepiej wiedzą, czy pójść, a jeśli tak, to jak zagłosować. W moim przekonaniu grupa referendalna była ruchem społecznym i chciałbym, aby tak pozostało. Jeśli Ruch Palikota faktycznie przyłączył się do tej grupy, to trzeba przyznać, że sprytnie wykorzystał moment, kiedy nie bierze udziału w sprawowaniu władzy i łatwiej jest mu tę władzę krytykować.

Czy organizowanie referendum, którego skutki mogą być takie, że na rok przed normalnymi wyborami będziemy mieli te przyspieszone, nie jest Pana zdaniem awanturnictwem politycznym?

Organizowanie referendum w żadnym czasie nie jest rzeczą naturalną. Argumentów przeciw można znaleźć wiele. A to, że na początku kadencji, a to, że na rok przed końcem... Moim zdaniem Prezydent i Rada Miejska powinni mieć możliwość sprawowania władzy przez całą kadencję, ale nie za wszelką cenę. Demokracja daje możliwość przeprowadzenia referendum i w momencie, kiedy do niego dochodzi, musimy zachować się godnie.

Jeśli referendum się powiedzie, czy macie kandydata na prezydenta miasta i gotowy program dla Elbląga na ten rok czasu?

Jako partia polityczna mamy oczywiście ludzi przygotowanych do kierowania miastem, w tym również kandydatów na najwyższe stanowiska w mieście. Na dzisiaj nie mamy wytypowanego kandydata na Prezydenta. Nie dzielimy skóry na niedźwiedziu. Nieznane są jeszcze rozstrzygnięcia referendum. Jeśli chodzi o program, to obecna sytuacja wymusiła na nas konieczność podjęcia prac związanych z modyfikacją naszego programu związaną z aktualną kondycją finansową miasta.

A co jeśli frekwencja okaże się za niska? To będzie wyraźny sygnał dla władz, że mają zielone światło dla wszelkich poczynań, bez względu, czy nam się to będzie podobało, czy nie. Co Pan sądzi na ten temat?

Nie możemy wykluczyć, choć to mniej prawdopodobne, że frekwencja będzie wystarczająca i mieszkańcy nie odwołają władz miejskich. Wtedy faktycznie będzie to zielone światło do kontynuowania dotychczasowej polityki Prezydenta i Rady. Gdyby jednak frekwencja była za niska, ale większość opowiedziała się za odwołaniem, rządzący powinni przewartościować sposób podejścia do spraw miasta. Takie jest moje zdanie.

Referendyści chcą odwołania także radnych miejskich. Czy uważa Pan to za porażkę tej kadencji Rady Miasta?

Jeśli suweren, jakim są elblążanie, decyduje się na referendum w sprawie odwołania Rady w trakcie kadencji, to trudno nazwać to sukcesem.

Co zdecydowało o tym, że SLD wyszło z porozumienia z PO w Radzie Miasta?

Tak naprawdę porozumienie o współpracy nigdy nie zostało skonsumowane. Trudno zatem mówić o wyjściu, czy zerwaniu porozumienia. Stwierdziliśmy, że zapisy porozumienia nie są realizowane i oznajmiliśmy to publicznie. Platforma Obywatelska realizuje swój program, swoimi ludźmi i niech robi to na własny rachunek. W sprawach istotnych dla miasta zawsze może na nas liczyć, co nie raz pokazaliśmy. Nigdy jednak nie sprzeniewierzymy się naszym nadrzędnym ideom równości, postępu i sprawiedliwości.

Czy prawdą jest, że sugerowaliście chęć posiadania wiceprezydenta z SLD?

Nie wiem, o czym rozmawiały poprzednie władze SLD z Platformą Obywatelską. Od marca 2012 roku, kiedy zostałem wybrany na przewodniczącego partii i szefa Klubu Radnych SLD konsekwentnie stoję na stanowisku, że nie jesteśmy zainteresowani „stołkiem” wiceprezydenta, ani żadnym innym stanowiskiem w strukturach władzy. Wiedzą o tym doskonale koledzy z PO, którzy parokrotnie mnie w tej sprawie indagowali.

SLD już w 2010 r. wycofało poparcie dla prezydenta Słoniny. Już wtedy wiedzieliście, że sytuacja miasta nie idzie w odpowiednim kierunku. Czy więc można wymagać od obecnego prezydenta, aby w dwa lata naprawił zaniedbania wieloletnie? Jak to wygląda dziś z perspektywy czasu?

Nie tylko nie wycofaliśmy poparcia Henrykowi Słoninie, ale wręcz go udzieliliśmy w drugiej turze wyborów prezydenckich, kiedy stanął w szranki z obecnym Prezydentem Grzegorzem Nowaczykiem. Mamy dobre zdanie o efektach pracy Prezydenta Słoniny. Za jego kadencji miasto rozwijało się dynamicznie, wielopłaszczyznowo, a zadłużenie było kilkakrotnie niższe od obecnego. Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że obecny prezydent nie musiał niczego naprawiać. Wystarczyłoby, aby kontynuował to, co czynił jego poprzednik, tak dobrze oceniony w ostatnim czasie przez władze Platformy Obywatelskiej. Kontynuował, ale nie bezkrytycznie. Zamierzenia należy weryfikować w zależności od aktualnie otaczających nas uwarunkowań wewnętrznych, ale i zewnętrznych.

 

12
4
oceń tekst 16 głosów 75%