› uczucia i seks
12:08 / 28.07.2013

Seks jest dziś dostępny jak bułka w spożywczym. Zdradzamy częściej?

Seks jest dziś dostępny jak bułka w spożywczym. Zdradzamy częściej?

Czy tzw. „skok w bok” jest dziś powszechnie akceptowanym zachowaniem? Jaki związek z podejmowaniem decyzji mają komórki nerwowe mężczyzn? Dlaczego decydujemy się na zdradę, mimo fantastycznego życia seksualnego z naszym partnerem?

Choć temat zdrady wywołuje skrajne emocje - od potępienia, po aprobatę, poprosiliśmy elbląskiego psychologa Rafała Zielińskiego, o podjęcie próby wyjaśnienia, jak działają mechanizmy fizyczne i emocjonalne osoby, która decyduje się na zapokojenie swoich potrzeb w niekonwencjonalny sposób. 

Pierwsze pytanie, które zadaje sobie osoba dowiadująca się o zdradzie to: DLACZEGO? 

Podejmując temat zdrady musimy odwołać się do teorii ewolucjonistycznych i takich haseł jak nacisk selekcyjny i dobór naturalny, gdzie potrzeba zachowań promiskuitywnych nawiązuje do przedłużenia gatunku, przekazania swoich genów. 

Ciekawość, niskie poczucie własnej wartości, gdzie podbój seksualny pozwala na chwilę odczuć przyjemność ale i podnieść samoocenę. Skoro ktoś chciał się ze mną przespać, to znaczy, że moja atrakcyjność jeszcze działa. Czasem to sposób na nudę, przecież nie mamy dziś tolerancji do odczuwania nudy, nie myślimy też dobrze o ludziach, którzy doświadczają nudy, bo ulegamy stereotypom, że to ludzie, którzy nie są ciekawi, nie mają wielu znajomych, nie mają nic ciekawego do powiedzenia a tym samym nie są atrakcyjni. Częśc ludzi zdradza bo chce sprawdzić swoje umiejętności jako kochanka. Czasem jest to podyktowane zwykłą próżnością, czasem niestety partner poniża, wyśmiewa i porównuje z innymi umiejętności łóżkowe partnera. Dziś dostęp do seksu jak taki jak do bułki w spożywczym. Wystarczy wyklinać i się ma, to znacznie ułatwia zdradę i utrudnia walkę o wierność. Innym powodem może być niespełnione życie seksualne, rozczarowanie intymnością w związku. 

Dlaczego w związki, w których życie seksualne kwitnie, po pewnym czasie ulegają rutynie, a partnerzy oddalają się od siebie?

Często słyszę w zaciszu gabinetu, że po zawarciu małżeństwa pogorszyło się w łóżku. Często wkrada się takie przekonanie, że skoro już mam papierek, to partner musi pozostać mi wierny, bo przecież mamy dzieci i wspólne zobowiązania. Nie możemy jednak zapominać, że w udanym związku prawidłowo działa sfera seksualna. Jeśli jej nie ma, związek nie będzie działał poprawnie. Zapominamy o potrzebach naszych partnerów, zapominamy o swoich potrzebach, po kilku latach odhaczamy seks jako coś, co jest naszym obowiązkiem małżeńskim, a nie przyjemnością. 

Dużym utrudnieniem w utrzymywaniu satysfakcji seksualnej są zahamowania światopoglądowe i religijne. Po pierwsze, pewnych rzeczy nie wypada robić, widzieć i mówić. Skoro to temat tabu to jak możemy rozwiązać narastającą w nas frustrację? Szukając pocieszenia, zrozumienia i dowartościowania gdzie indziej.

Czy potrafimy mówić głośno o naszych potrzebach i fantazjach?

Moi pacjenci nie potrafią rozmawiać o seksie. W kilkuletniej pracy, tylko jeden raz trafiła do mnie kobieta w wieku 70-ciu lat, która otwarcie, rzeczowo i z szacunkiem rozmawiała o swoich potrzebach seksualnych. Gdyby ta sama kobieta opowiedziała o tym w towarzystwie, zostałaby potępiona. 

Często boimy się mówić o potrzebach seksualnych bo wiemy, że po drugiej stronie nie ma otwartości i zrozumienia. Czasem boimy się tego, że nasze fantazje seksualne spotkają się z ośmieszeniem i dezaprobatą. Uważamy, że nasze fantazje mogą obrazić naszego partnera, a czasem mocno zakorzenione wychowanie i światopogląd, wymuszają na nas uprawianie seksu „po bożemu” a nie „po bożemu” realizujemy się z prostytutkami.

Pytanie czy jeśli szczerze od początku relacji będę poruszać temat potrzeb obojga partnetów, to czy nie wyrobimy w sobie umiejętność otwierania się na siebie i rozumienia swoich potrzeb, bo przecież moje potrzeby nie muszą być potrzebami partnera i tak też jest dobrze.

Czy specyfika organizmu może decydować o naszych seksualnych żądzach? 

To, że w związku się układa i jest miłość nie znaczy, że nie dochodzi do zdrady. Najczęściej jako powód pacjenci zgłaszają chwilowy impuls, ciekawość, zwyczajnie czyste fizjologiczne podejście do tematu. Czy to grozi każdemu? Nie, znaczenie ma tu zapewne styl osobowości jak również nawet uroda układu nerwowego. Kiedyś dowiedziono, że bardziej skłonni do zdrady są niscy mężczyźni, niż wysocy, a wiązano to z budową komórek nerwowych. Im dłuższa komórka nerwowa w ciele wysokiego mężczyzny, tym dłuższy czas przewodzenia impulsu i reakcji. Oczywiście nie należy tu uogólniać i twierdzić, że warto wybierać mężczyzn wysokich, ale temperament odgrywa znaczącą rolę w zdradzie. 

Czy w fizycznym poczuciu spełnienia seksualnego, o posunięciu się do zdrady może zadecydować potrzeba bliskości emocjonalnej?

Nie jeden raz słyszałem od pacjentów, że zarówno w życiu codziennym jak i łóżkowym wiało chłodem emocjonalnym. Każdy z nas ma potrzebę więzi emocjonalnej w większym lub mniejszym stopniu. Zaliczenie obowiązku małżeńskiego w postaci nawet najlepszego seksu, nie dostarczy partnerowi satysfakcji, bo w relacji miłosnej potrzebujemy i składnika emocjonalnego i seksulanego.

Czy zdrada jest złamaniem zasad moralnych? Czy współcześni ludzie zmieniają swój pogląd na cudzołożenie?

Dziś łatwiej o zdradę, niż kilkanaście lat temu. Jest większe przyzwolenie na to, szczególnie wśród mężczyzn. Panuje bowiem stereotyp, że mężczyzna musi się wyszaleć i zdobyć doświadczenie, więc częste relacje seksualne w niczym mu nie umniejszają. Z kobietami jest odwrotnie. Jeśli kobieta miała kilkunastu kochanków, to świadczy o niej, że jest – mówiąc potocznie – łatwa, a na pewno nie zasługuje na to, by poświęcić jej inną uwagę niż seksualną.

Jak czuje się osoba, która dowiaduje się o tym, że została zdradzona?

W pierwszym momencie osoba taka odczuwa żal, złość, ból. Następnie musi podjąć decyzję, czy pozostaje w relacji, czy nie. Trudno jest tu o właściwą receptę. W takiej sytuacji należy zastanowić się, czy chcąc pozostać w relacji mimo tego, że zostałem zdradzony, jest świadomość i wiara, że jeszcze nie wszystko stracone. Należy zadać sobie pytanie, co można zrobić, by nie doszło do tego ponownie? Czy odzywa się we mnie rys osobowości zależnej, czy unikającej, który nie pozwala mi zareagować ze strachu lub z niewiary w siebie, ale wiary w to, że nie zasługuję na nikogo lepszego i liczy się tylko to, by ten ktoś był, bez względu na moje emocjonalne konsekwencje?

Czy istnieje wyraźna różnica pomiędzy zdradą fizyczną a emocjonalną?

Dla mężczyzn zdrada seksualna jest trudniejsza do zaakceptowania, niż zdrada emocjonalna. U kobiet natomiast jest na odwrót. Bardziej zagrażająca jest dla nich zdrada emocjonalna, bo ponosi za sobą konsekwencje możliwości utraty partnera, a co za tym idzie, jego zasobów zarówno materialnych jak i intelektualnych. O ile sprawą oczywistą jest, kto jest matką dziecka, to w przypadku ojcostwa nie jest to takie jasne, stąd również mężczyźni jako bardziej zagrażającą odbierają zdradę seksualną.

Dziękujemy za rozmowę.

12
0
oceń tekst 12 głosów 100%