› dzieci i rodzina
12:00 / 31.10.2017

Zabrano jej dziecko, wystąpiła o azyl w Polsce. Sprawę śledzi wielu elblążan mieszkających w Norwegii

Zabrano jej dziecko, wystąpiła o azyl w Polsce. Sprawę śledzi wielu elblążan mieszkających w Norwegii

Sprawa starającej się o azyl w Polsce dla siebie i córki Norweżki Silje Garmo porusza sumienia polityków. Siedemdziesięciu eurodeputowanych z kilkunastu krajów pragnie ukrócenia procederu odbierania dzieci w Norwegii. O sprawie piszą m.in. portale Onet.pl i Interia.pl oraz liczne tytuły prasowe, m.in. „Nasz Dziennik” i „Super Express”. Temat budzi emocje także wsród dużej społeczności elblążan mieszkających i pracujących w Norwegii. 

Donos na kobietę złożył ojciec najstarszego dziecka. Na tej podstawie Barnevernet (pol. "ochrona dziecka", norweski urząd do spraw dzieci) zarzuciło jej, że nadużywa leków przeciwbólowych, prowadzi "chaotyczny tryb życia" oraz ma "zespół przewlekłego zmęczenia". Na tej podstawie odebrano jej dziecko – starszą córkę. Okazuje się, że w Norwegii takie zarzuty wystarczą, aby siłą odebrać dziecko rodzicom, w tym wypadku matce.

Dziewczynka wielokrotnie powtarzała, że chce wrócić do mamy, ale urzędnicy całkowicie to ignorowali. Podczas drugiej ciąży Silje Barnevernet cały czas monitorował wyniki jej badań krwi, by znaleźć dowód na lekomanię kobiety. Nigdy nie stwierdzono nadużycia leków, ale to nie miało już znaczenia. Dzień po urodzeniu Eiry pracownicy Barnevernet – znów bez żadnego powodu – zapowiedzieli Silje odebranie drugiej córki. Kobieta uciekła z ojczyzny. Od kilku miesięcy z małym dzieckiem przebywa w Polsce. Złożyła wniosek o azyl w naszym kraju. 

Na stronie MaszWplyw.pl opublikowana została petycja w sprawie przyznania azylu dla Silje Garmo.

W Norwegii mieszka co najmniej 400-500 elblążan (prawdopodobnie znacznie więcej). Dokładna liczba jest trudna do zweryfikowania. Orientacyjne dane można uzyskać przeglądając społeczność portalu Polaków w Norwegii MojaNorwegia.pl. Jeśli skorzystamy z wyszukiwarki, wpisując w pole "szukaj" słowo "Elblag" znajdziemy aż 403 profile użytowników! Wszyscy oni wpisali Elbląg jako drugie miasto (obok tego, w którym przebywają w Norwegii). Sprawą oczywistą jest, że odbieranie dzieci w Norwegii jest dla wszystkich tych osób ważnym tematem. Piszący te słowa zna nawet mieszkańca Elbląga, który nie pojechał do Norwegii do pracy właśnie z przyczyny utraty władzy rodzicielskiej na swoim własnym synem. Sen z oczu spedzało mu zagrożenie wynikające z możliwości odebrania dziecka, nawet z błahych powodów. 

Jeżeli wpiszamy w wyszukwiarkę słowo: "barnevernet" (norweski Urząd Ochrony Praw Dziecka) bez trudu znajdziemy następujące nagłówki: "Norwegowie kontra Barnevernet", "Barnevernet – zło wcielone? „Dzieci Norwegii”: lepiej nie czytaj przed snem", "Norwegia: dasz dziecku czekoladę, to ci je odbiorą", "Ciemna strona Norwegii", "Mroczna strona Norwegii", "Norweska krzywda. Państwo odbiera dzieci, rodziny uciekają do Polski" i wiele podobnych. Polacy wychowani w innej kulturze i tradycji nie potrafia zrozumieć, że w Norwegii dziecko de facto należy do państwa, a nie do rodziców. 

W Norwegii od pewnego czasu toczy się dyskusja na temat instytucji Barnevernet. Wiele osób wskazuje, że stała się państwem w państwie. Przykładowo na podstawie podejrzenia, że zagrożone jest życie dziecka urzędnicy mogą bez nakazu sądu dokładnie przeszukać mieszkanie, bądź też dokonać wglądu w dokumentację medyczną.

Jak wskazuje badacz problemu, wiceprezes Instytutu Ordo Iuris mec. Jerzy Kwaśniewski:

Barnevernet od wielu lat jest krytykowany z powodu łamania fundamentalnych praw, gwarantowanych przez międzynarodowe akty, takie jak Europejska Konwencja Praw Człowieka czy Konwencja o Prawach Dziecka. Chodzi o prawo do ochrony życia rodzinnego oraz subsydiarność państwa wobec rodziny, co znaczy, że rodzina – także z punktu widzenia prawa naturalnego – jest pierwotna wobec państwa i państwo nie może ingerować w funkcjonowanie rodziny, tak długo jak w sposób istotny nie jest zagrożone dobro dziecka. Natomiast Barnevernet bardzo daleko przekracza te naturalne normy dotyczące relacji między państwem a rodziną. Odbiera dzieci na podstawie arbitralnie przyjmowanych przesłanek, ilekroć stwierdzi, że rodzice, obecnie lub potencjalnie w przyszłości, mogą ograniczyć potencjał rozwojowy dziecka.

Jak wskazuje instytut Ordo Iuris:

Norweski system ingerencji w rodziny, w tym Urząd ds. Dzieci (Barnevernet), są przedmiotem ośmiu postępowań toczących się przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, w których zrozpaczeni rodzice skarżą nieludzkie praktyki urzędu odbierającego dzieci. Powody zabierania dzieci są zazwyczaj błahe: „przewlekłe zmęczenie” matki, złe warunki materialne, konflikty rodzicielskiej. Czasem Barnevernet otwarcie podważa prawo rodziców do wychowania, tak jak w głośnej sprawie rumuńskich rodziców, oskarżonych o „radykalne chrześcijaństwo i ideologiczną indoktrynację”, tylko dlatego, że córka zaśpiewała w szkole chrześcijańską piosenkę 

Cały, bardzo interesujący wywiad z badaczem możecie przeczytać w artykule opublikowanym na portalu pch24.pl.

Na jednym z portali dla społeczności Polaków mieszkających w Norwegii – nportal.no – został opublikowany wywiad z Polką, której odebrano dziecko. Jest on wstrząsającą relacją kobiety, która z dnia na dzień straciła syna. Pani Katarzyna ostrzega innych Polaków:

Chciałabym powiedzieć, że człowiek nigdy nie zna dnia ani godziny, kiedy może stracić dziecko. Żyjąc w domu, gdzie rodzic sądzi, że dziecko ma wszystko zapewnione, gdzie dba się o normalny rozwój, jedzenie, czyste ubrania oraz okazuje się wiele czułości i miłości, człowiek nie spodziewa się, że nagle padną oskarżenia o przemoc, która tak naprawdę nie ma miejsca.


Naszym zadaniem jako rodziców jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa, to dla mnie zawsze było podstawą. Radzę rodzicom, by trzymali się jak najdalej od wszystkiego, co dotyczy Barnevernet. Człowiek słucha rożnych rzeczy na ich temat, ale nigdy nie spodziewałby się, że kiedykolwiek będzie to jego dotyczyć. Oni niespodziewanie wkraczają do domu i będą walczyć do ostatniego tchu o dziecko. Rodzina dla nich nie jest święta. Nasz normalny sposób wychowania dziecka jest dla nich niezrozumiały, podczas gdy dla nas jest on czymś zwyczajnym. Przecież żaden normalny rodzic nie chce dla dziecka źle.

Cały wywiad znajdziecie a artykule "Rodzinna Trauma. Twarzą w Twarz z Barnevernet".

Oczywiście nie jest to jakiś wyjątkowy przypadek. Do stycznia 2016 roku udokumentowano ponad 100 przypadków zabrania polskich rodzinom dzieci na terenie Norwegii.

Jak informuje Fundacja Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga Przeciw Zniesławieniom:

Swoimi praktykami Barnevernet łamie nie tylko Konwencję Wiedeńską, ale także Konwencję Praw Dziecka. Najczęściej łamany jest art. 36 Konwencji Wiedeńskiej bowiem nie informuje się o zatrzymaniu małoletnich obywateli polskich oraz maksymalnie utrudnia kontakt dziecka z konsulem. Z kolei zgodnie art. 8 Konwencji Praw Dziecka, dziecko ma prawo do zachowania nazwiska, narodowości, relacji rodzinnych, kultury i religii rodziców. Zgodnie z tym art. urząd powinien szukać rodziny zastępczej w kręgu rodziny biologicznej i najbliższych krewnych w Polsce. Oczywiście nigdy tego nie robi. Mało tego, podczas spotkań z dziećmi pod kontrolą pracowników zabrania się mówienia po polsku, a rodzeństwa są rozdzielane celem zaniku więzi i języka ojczystego. Łamiąc art. 14 zrywane są więzi z religią w której dziecko się wychowywało. I wreszcie łamay jest najbardziej podstawowy art. 3 Konwencji Praw Dziecka zgodnie z którym urząd powinien działać w najlepiej pojętym interesie dziecka, tymczasem polskim obywatelom odmawia się prawa do tożsamości.

Źródła: tvp.info, MojaNorwegia.pl, nportal.no, Nasz Dziennik, pch24.pl, wPolityce.pl

1
0
oceń tekst 1 głosów 100%