› bieżące
14:26 / 26.03.2013

Zbierają miedź, żeby mieć... a wszystko to z powodu biedy

Zbierają miedź, żeby mieć... a wszystko to z powodu biedy

fot. Konrad Kosacz/elblag.net

O tym, że w mieście bezrobocie szaleje każdy wie i każdy widzi. Wielu elblążan od lat pozostaje bez pracy i bez jakiegokolwiek zasiłku, ale są i tacy, którzy mimo wielu przeciwności jakoś sobie radzą, bo muszą. Jak mówi słynne powiedzenie, pieniądze leżą na ulicy, wystarczy tylko się po nie schylić i je podnieść. To poniekąd prawda. Jak się okazuje, dla sporej grupy mieszkańców, śmietniki, wysypiska i skupiska złomu to jedyne źródło dochodu i sposób na życie. Zarówno dla tych, którzy z nich korzystają, jak i dla tych, którzy je prowadzą.

- 15 rok prowadzę tu punkt złomu – mówi Piotr Czajka, właściciel skupu przy ul. Piławskiej w Elblągu. To moje źródło dochodu, by móc przetrwać w tych ciężkich czasach- dodaje. Gdyby nie ci ludzie, którzy tu przychodzą, byłoby kiepsko. A przynoszą wszystko co znajdą. Od puszek, po metalowe części – opowiada dalej. Czy to im się opłaca? Wszystko zależy od tego co chcą sprzedać. Na przykład kilogram miedzi kosztuje od 20 do 30 zł – to naprawdę sporo. Wystarczy znaleźć silnik od starego odkurzacza, albo pralki – podkreśla rozmówca. Oczywiście wszystkie ceny metali są ustalane na podstawie notowań giełdowych, np. za kilogram aluminium obecnie można dostać kilka złotych. Wszystko tak naprawdę zależy od ilości zebranego złomu. A co przynoszą? Wszystko. Narzędzia, silniki, stare rowery, maszyny, kable. Ciekawsze unikaty zabierają na rynek i tam sprzedają.

Każdy złomowiec ma swoich klientów
W samym Elblągu jest sporo złomu, więc i punktów skupu jest dużo – około 15. Również amatorów metalowych zdobyczy nie brakuje. Przyjęło się, że na złomowisko przychodzą głównie bezdomni i ci, którym brakuje do kolejnej butelki wina. Dziś już nie jest to regułą – wyznaje Pan Piotr Czajka. Przychodzą również kobiety, które chcą jakoś utrzymać rodzinę, ale i dzieci. Tych ostatnich jest niestety najwięcej – przyznaje właściciel punktu złomu. Równie często odwiedzają nas mieszkańcy okolicznych wsi. Przywożą stare, zużyte maszyny, narzędzia, które nie nadają się do jakiegokolwiek użytku. Przyjeżdżają też zwykli ludzie, którzy pozbywają się staroci, by mieć na paliwo, czy papierosy.

Są i tacy, którzy śpią w dzień np. bezdomni, nocą zaś obchodzą te same rewiry w poszukiwaniu czegoś "nowego". Gorzej, jeśli spotka się konkurencję. - Niestety dziś wiele z osiedlowych śmietników jest zamykanych na klucz. Takie zamykanie na klucz powoduje, że ci którzy szukają po śmietnikach, mają zamkniętą możliwość wyszperania kilku groszy. - Ale ja znam takie osoby, które już dorobiły sobie klucze do tych śmietników – opowiada rozmówca.

Policja codziennie „czegoś” szuka
Niestety dziś każdy kto chce sprzedać zebrany złom, zostaje spisany poprzez okazanie dowodu tożsamości. - To tak na wszelki wypadek, żeby nie zostać posądzonym o tzw. „paserkę” - mówi właściciel złomowca. Już się do tego przyzwyczaiłem, że codziennie gościmy tu funkcjonariuszy policji, którzy poszukują skradzionego wieka o studzienki kanalizacyjnej, linii telefonicznej albo kabli – komentuje. Dzięki temu, że każdego klienta spisuję, jestem czysty.

Bieda aż piszczy, a ludzie muszą z czegoś żyć
To, że złomowiska funkcjonują tak dobrze to również wynik tego, że w mieście jest bieda i to straszna. - Tu widać to najlepiej – przyznaje Piotr Czajka. Niech Pani tu przyjdzie latem, to zobaczy Pani co to bieda, albo o 7 rano, kiedy przed bramą stoją żule z osmarkanym gilem. Połowa tych ludzi śpi w parku, albo w piwnicach. Są też i tacy, którzy przychodzą tu by mieć parę złotych na chleb, kawałek pasztetowej i ze trzy papierosy. I taki cieszy się z tego co ma – kwituje Pan Piotr. Tak to wygląda. Gdyby nie złomowce, to ci wszyscy, którzy tu przychodzą kradliby na potęgę.

Daleko nie trzeba było szukać... Targowisko Miejskie
Wszak wtorek to dzień targowy. Tuż przy wejściu od ulicy Robotniczej na trawnikach rozłożone są stoiska z różnościami. Książki, buty, zabawki, jakieś narzędzia, błotniki od dziecięcego rowerku, maskotki, dosłownie wszystko co można znaleźć na śmietniku i co można jeszcze dalej sprzedać. Pan Bogdan Kawczyński przychodzi tu od 4 lat, by mieć z czego żyć. - Szukam po śmietnikach, część rzeczy dostaję od znajomych, potem przynoszę to tutaj i sprzedaję – wyjawia. Zmusza mnie do tego bieda. ZUS zabrał mi rentę, a do pracy ponadsześćdziesięcioletniego faceta nikt nie przyjmie – dodaje. Wcześniej pracowałem jako stolarz. Teraz jestem już za stary, a muszę z czegoś żyć. Zbieractwo nie jest najgorszym rozwiązaniem. Ludzie przychodzą i kupują. Źle nie jest. Przyjdę 4 razy w miesiącu na rynek i ładnych kilkaset złotych udaje się wyskrobać. A jak jest zima i pada śnieg? To nie przeszkadza i tak tu jestem. Założę trzy kurtki i jest ciepło.

Pamiętajmy, że nie każdy kto grzebie w śmieciach, to alkoholik. Czasami warto spojrzeć na tę osobę bardziej przyjaźnie, aby zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi.

7
0
oceń tekst 7 głosów 100%